Witam,
Dziś, jako że już za niecałe 24 godziny rozpocznie się Nowy Rok kalendarzowy, chciałbym zająć się kilkoma nieopublikowanymi przeze mnie wpisami, które czekały sobie aż przyjdzie mi ochota na ich dokończenie. Nie jest ich dużo, może kilka. Na dziś wybrałem jeden szczególny. Jego wyjątkowość polega na tym, że opisuje moje podejście do bardzo ważnej dla mnie rzeczy - pieniędzy - przed zmianami które nastąpiły w tym roku. Tak więc zapraszam do lektury wpisu właściwego i mojego komentarza na ten temat zamieszczonego poniżej.
"Już jako dziecko wiedziałem, że pieniądze zapewniają pewne poczucie bezpieczeństwa.
Rzecz z chęcią posiadania pieniędzy nie wzięła się z byle czego. Całe moje życie nie brakowało mi pieniędzy - mimo to, zawsze gdy dostawałem od kogoś pieniądze 'za nic' czułem się jakoś związany, ograniczony. To moje dążenie do pieniędzy (jestem z tego dobrze znany, że liczę pieniądze) zawsze miało związek z dzieciństwem. Pieniądze miałem, ale nigdy nie były one moje fizycznie, tzn. zawsze jak poprosiłem o pieniądze to je dostawałem ale jednocześnie miałem wrażenie że czyiś budżet dramatycznie na tym cierpi. Jak realizowaniu swoich przyjemności towarzyszyło poczucie ograniczania kogoś innego - Rodziców, którzy ciężko wiązali koniec z końcem, Babci - która zawsze mi dawała pieniądze, Wujków, Cioć itd.
W ciągu całego swojego życia czerpie wręcz garściami, z zachowania i charakterów ludzi których spotkałem. Chodzi mi przede wszystkim o sposoby zachowania i zdobycia majątku. To wszystko stanowi dla mnie motywację do życia i ciężkiej pracy. Wszystko przeliczam na pieniądze, nie będąc zbyt sentymentalnym. Jestem człowiekiem, który przed podjęciem decyzji dokonuje zimnej kalkulacji korzyści i strat nie bacząc na sentymenty. W mojej opinii nie ma w tym nic złego, choć już wiele osób mówiło mi że jestem pieprzonym materialistą. Mówiąc szczerze nie interesują mnie takie opinie, gdyż cały dzisiejszy świat jest zbudowany na pieniądzu. To właśnie pieniądz decyduje o sile Twojego głosu. Filozofia którą prezentuję nie opiera się na konsumpcji, a na silniej wierze w możliwości oszczędzania i pomnażania pieniędzy, które daje możliwość dostatniego i szczęśliwego (czytaj: beztroskiego) życia.
To tyle na dziś. Mam nadzieję, że Was to nie przeraża.
Pozdrawiam,
Michał X. Skrzycki."
31.12.2009: Komentarz Od napisania tej opinii minął ponad rok. W ciągu tego roku wiele się wydarzyło, przede wszystkim w moim życiu prywatnym. Wszystkie wydarzenia bieżącego roku zmieniły moje podejście do pieniędzy i sposobu ich zbierania. Przede wszystkim, nie przekazuję już ponad 80% zarobionych pieniędzy na oszczędności - to efekt mojej chęci "życia" (czyli jednak konsumpcjonizm kusi), ale także spotkania niesamowitej osoby, dzięki której mam ochotę na to by żyć. Dziś nie zamartwiam się tym jak będę sobie radził na starość, lecz w jaki sposób zapewnić swojej przyszłej Rodzinie (razem z obecną) spokojne, dostatnie życie.
Drugą rzeczą jest ujrzenie Świata sektora prywatnego w barwach jakimi jest w rzeczywistości. Jak większość z Was wie, jestem pracownikiem instytucji państwowej. Udzielając się intensywnie w życiu mojego Zakładu, słyszę z jakimi problemami się borykamy. W dodatku, stykam się z wieloma przypadkami uchylania się od obowiązku płatności, niesumienności czy - co według mnie stanowi podstawę dobrego uprawiania biznesu - niedotrzymywania danego słowa.
Nie wiem, czy praca w sektorze publicznym zmieniła moje podejście do pieniędzy na lepsze czy gorsze. Wiem, że moja dziewczyna zmieniła mój charakter na lepsze, nie zabijając jednocześnie tej części mojej osobowości, która odpowiada za zapewnienie nam finansowego bezpieczeństwa. W tej kwestii nie zmieniłem się wogóle i cały czas pracuję nad tym by móc niedługo powiedzieć, że jesteśmy (tak, MY razem) zabezpieczeni na przyszłość...
Życząc Szczęśliwego Nowego Roku i dużo dużo pomyślności - pozdrawiam,
Michał Skrzycki.
czwartek, 31 grudnia 2009
niedziela, 27 grudnia 2009
Pożyczki społecznościowe - podsumowanie roku 2009
Witam w końcówce tego roku!
Wielkimi krokami zbliża się do nas Nowy Rok, a wraz z nim okres ważnych rozliczeń - nie tylko ze sobą samym ale przede wszystkim z Urzędem Skarbowym. Tak więc zacząłem pomału podsumowywać miniony rok pod względem oszczędności jak i inwestycji.
Muszę przyznać, że nie jest tak źle jakby można było przypuszczać.
Po pierwsze: Przychody
Przychody w mijającym roku uległy ustabilizowaniu i ujednoliceniu. Ponieważ na początku roku pracowałem na godziny, zawsze z dużym prawdopodobieństwem niewyrobienia etatu, gdy tylko w marcu tego roku, gdy otrzymałem propozycję pracy dla najsolidniejszego pracodawcy na rynku - długo się nie zastanawiając przyjąłem ofertę pracy. Dzięki temu osiągam przychody - mimo, że niskie jak na średnią krajową - zadowalające w dodatku otrzymując jeszcze wysokie świadczenia socjalne. W końcu roku wykonałem także pierwsze zlecenie z dziedziny mojego wykształcenia zawodowego, co dodatkowo poprawiło mój stan materialny (stanowi ono około 80% pensji netto).
Po drugie: Inwestycje
W dalszym ciągu kontynuowałem inwestowanie w portale pożyczkowe. Niestety początek roku dał się mi tu mocno we znaki powodując wysokie straty - ponad 250PLN i zaniżając statystyki spłacalności. Po krótkiej przerwie w inwestowaniu druga połowa roku (mniej więcej od sierpnia) była bardzo pracowita. W lipcu sprzedałem kilka nalezności swoich dłużników jednemu z kontrahentów, tracąc na tym ok. 80% jednak pozbyłem się problemu i zmartwień ze swoich barków. Przez te 4 miesiące pracy udało mi się prawie w całości odrobić stratę (220PLN) jednocześnie zyskując trochę oddechu. W dodatku zwiększone obroty na rachunku pozwoliły mi zwiększyć swoją zdolność kredytową i zacząć zastanawiać się czy nie zainwestować w otwarcie własnej firmy.
W końcu także giełda zaczęła przynosić mi pierwsze długoterminowe zyski - wypłaty dywidendy. Nie były to może duże kwoty, jednak udowodniły mi że warto było inwestować w wybrane przeze mnie spółki w okresie długoterminowym, trzymając się tym samym zasady żeby nie grać krótkoterminowo i nie spekulować. Dzięki temu mój wysiłek został nagrodzony - otrzymałem łącznie 25PLN po opodatkowaniu.
Po trzecie: Oszczędności
Rok 2009 był ciężkim rokiem jeśli chodzi o oszczędzanie. Przede wszystkim odkąd zmieniłem miejsce pracy nie jestem w stanie odkładać tyle ile założyłem pracując na infolinii. Inną sprawą jest, że wtedy nie miałem praktycznie żadnych więcej wydatków.Wtedy właśnie stwierdziłem, że warto od każdego otrzymanego wpływu na konto odprowadzić pewien jego procent na konta oszczędnościowe - nazwałem to oszczędzaniem w Funduszach celowych i ich oprocentowaniem (zasady obliczania objaśniałem wcześniej). W okresie pracy na wspomnianej infolinii mój plan oszczędnościowy wyglądał tak:
1. OFC: 3,25% wynagrodzenia
2. FC-I-Firmowy: 40% wynagrodzenia
3. FC-II-Remontowy: 35% wynagrodzenia
4. FC-R: Fundusz rezerwowy, który przeznaczany był zazwyczaj na wydatki bieżące (choć nie miałem na nie czasu).
W obecnej chwili system oszczędzania wygląda o wiele bardziej realnie:
1. OFC: 4,25% wynagrodzenia (składki przekazywane na IKE)
2. FC-I-BiM: 5% wynagrodzenia brutto
Pozostałe fundusze wypłacane są również od otrzymanej pencji, jednak wpłacane dopiero na koniec miesiąca
3. FC-II-Firmowy: 5% wynagrodzenia netto
4. FC-III-Remontowy: 5% wynagrodzenia netto
Tak więc podsumowując wszystko co powyżej opisałem: Ostatecznie rok 2009 zamknę z minimalnych zyskiem, być może ok. 10PLN. Wiadomo, że nie jest to jeszcze dochód dzięki któremu mógłbym powoli myśleć o niezależności, ale cieszy mnie że jest. Rok 2008 był zdecydowanie gorszy pod tym względem.
Dziękuję za uwagę, życząc jednocześnie Wam wszystkim miłego i bezproblemowego rozliczania również swoich inwestycji. Oby tych nieopłacalnych było jak najmniej!
Pozdrawiam,
Naczelny (Redaktor, nie małpa ;))
Wielkimi krokami zbliża się do nas Nowy Rok, a wraz z nim okres ważnych rozliczeń - nie tylko ze sobą samym ale przede wszystkim z Urzędem Skarbowym. Tak więc zacząłem pomału podsumowywać miniony rok pod względem oszczędności jak i inwestycji.
Muszę przyznać, że nie jest tak źle jakby można było przypuszczać.
Po pierwsze: Przychody
Przychody w mijającym roku uległy ustabilizowaniu i ujednoliceniu. Ponieważ na początku roku pracowałem na godziny, zawsze z dużym prawdopodobieństwem niewyrobienia etatu, gdy tylko w marcu tego roku, gdy otrzymałem propozycję pracy dla najsolidniejszego pracodawcy na rynku - długo się nie zastanawiając przyjąłem ofertę pracy. Dzięki temu osiągam przychody - mimo, że niskie jak na średnią krajową - zadowalające w dodatku otrzymując jeszcze wysokie świadczenia socjalne. W końcu roku wykonałem także pierwsze zlecenie z dziedziny mojego wykształcenia zawodowego, co dodatkowo poprawiło mój stan materialny (stanowi ono około 80% pensji netto).
Po drugie: Inwestycje
W dalszym ciągu kontynuowałem inwestowanie w portale pożyczkowe. Niestety początek roku dał się mi tu mocno we znaki powodując wysokie straty - ponad 250PLN i zaniżając statystyki spłacalności. Po krótkiej przerwie w inwestowaniu druga połowa roku (mniej więcej od sierpnia) była bardzo pracowita. W lipcu sprzedałem kilka nalezności swoich dłużników jednemu z kontrahentów, tracąc na tym ok. 80% jednak pozbyłem się problemu i zmartwień ze swoich barków. Przez te 4 miesiące pracy udało mi się prawie w całości odrobić stratę (220PLN) jednocześnie zyskując trochę oddechu. W dodatku zwiększone obroty na rachunku pozwoliły mi zwiększyć swoją zdolność kredytową i zacząć zastanawiać się czy nie zainwestować w otwarcie własnej firmy.
W końcu także giełda zaczęła przynosić mi pierwsze długoterminowe zyski - wypłaty dywidendy. Nie były to może duże kwoty, jednak udowodniły mi że warto było inwestować w wybrane przeze mnie spółki w okresie długoterminowym, trzymając się tym samym zasady żeby nie grać krótkoterminowo i nie spekulować. Dzięki temu mój wysiłek został nagrodzony - otrzymałem łącznie 25PLN po opodatkowaniu.
Po trzecie: Oszczędności
Rok 2009 był ciężkim rokiem jeśli chodzi o oszczędzanie. Przede wszystkim odkąd zmieniłem miejsce pracy nie jestem w stanie odkładać tyle ile założyłem pracując na infolinii. Inną sprawą jest, że wtedy nie miałem praktycznie żadnych więcej wydatków.Wtedy właśnie stwierdziłem, że warto od każdego otrzymanego wpływu na konto odprowadzić pewien jego procent na konta oszczędnościowe - nazwałem to oszczędzaniem w Funduszach celowych i ich oprocentowaniem (zasady obliczania objaśniałem wcześniej). W okresie pracy na wspomnianej infolinii mój plan oszczędnościowy wyglądał tak:
1. OFC: 3,25% wynagrodzenia
2. FC-I-Firmowy: 40% wynagrodzenia
3. FC-II-Remontowy: 35% wynagrodzenia
4. FC-R: Fundusz rezerwowy, który przeznaczany był zazwyczaj na wydatki bieżące (choć nie miałem na nie czasu).
W obecnej chwili system oszczędzania wygląda o wiele bardziej realnie:
1. OFC: 4,25% wynagrodzenia (składki przekazywane na IKE)
2. FC-I-BiM: 5% wynagrodzenia brutto
Pozostałe fundusze wypłacane są również od otrzymanej pencji, jednak wpłacane dopiero na koniec miesiąca
3. FC-II-Firmowy: 5% wynagrodzenia netto
4. FC-III-Remontowy: 5% wynagrodzenia netto
Tak więc podsumowując wszystko co powyżej opisałem: Ostatecznie rok 2009 zamknę z minimalnych zyskiem, być może ok. 10PLN. Wiadomo, że nie jest to jeszcze dochód dzięki któremu mógłbym powoli myśleć o niezależności, ale cieszy mnie że jest. Rok 2008 był zdecydowanie gorszy pod tym względem.
Dziękuję za uwagę, życząc jednocześnie Wam wszystkim miłego i bezproblemowego rozliczania również swoich inwestycji. Oby tych nieopłacalnych było jak najmniej!
Pozdrawiam,
Naczelny (Redaktor, nie małpa ;))
niedziela, 6 grudnia 2009
Moja Emerytura a Polska Racja Stanu? cz.2
Witam ponownie,
Dziś dalsza część dyskusji na temat emerytur. W poprzedniej części opisałem plan rządu obniżenia części składki przekazywanej do OFE, oraz generalnie omówiłem zalety przeprowadzonej w roku 1997 reformy całego systemu emerytalnego. Wróćmy więc do tematu, czyli korzyści dla pokolenia będącego w moim wieku.
O ile np. moi Rodzice czy osoby od nich starsze (moi Rodzice byli stosunkowo młodzi, gdy reforma wchodziła w życie) nie wychodzili na tej reformie za dobrze, bo mimo oszczędzania w OFE i tak ich część wypłacana przez ZUS będzie większa, tak w np. moim przypadku - osoby która zaczęła pracować na studiach, w wieku 24 lat i oszczędzać (czytaj: odprowadzać składki) na emeryturę sytuacja jest całkowicie odmienna. Dla mnie i dla moich rówieśników - pod warunkiem że pracują na umowę o pracę - część emerytury wypłacana przez OFE będzie stanowiła dużo większą jej część. W mojej perspektywie kapitał na emeryturę będzie zbierany przez 45lat, w tym czasie pomnażany (choć w niezbyt agresywny sposób, gdyż maksymalnie 40% składki miesięcznej może być zainwestowane a akcje) i na koniec albo wypłacony w całości lub w ratach jako dodatek do emerytury.
Może przesadzone jest mówienie, że gdyby nie fundusze to polska giełda nie byłaby na obecnym poziomie i nie była tak silna jak obecnie, ale np. groźba niższego dodatku emerytalnego będzie poważnym problemem. Przy obecnym poziomie procentowym przewiduje się że wysokość emerytury (łączonej: ZUS + II Filar) wyniesie 40% ostatniej pensji przed emeryturą. Biorąc pod uwagę fakt, że ZUS nie jest instytucją inwestycyjną a jedynie pośrednikiem (i to drogim), odprowadzenie większej składki do niej w dzisiejszych czasach, nie spowoduje że moje inwestycje ulegną powiększeniu. Wręcz przeciwnie, gdyż jedyną proponowaną przez ZUS zwyżką zgoromadzonych środków (ZUS nie gromadzi środków, wydaje je na bieżąco) jest waloryzacja świadczeń wynosząca równowartość inflacji. W takim wypadku po prostu nie opłaca się oszczędzać na emeryturę!
Fundusze proponują, by zamiast obniżać składkę przekazywaną do OFE dokończyć reformę emerytalną. Przede wszystkim chodzi tu o zrównanie kobiet i mężczyzn w wieku emerytalnym, likwidację przywilejów ubezpieczeniowych dla rolników i zmniejszenie przywilejów emerytalnych wszelkiego rodzaju służb, górników itd., co pozwoliłoby realnie zawęzić strumień pieniędzy marnotrawionych na niesprawiedliwe traktowanie społeczeństwa. Niestety prawda jest taka, iż rząd obecnie nie jest w stanie zrealizować tych warunków - z rolnikami nie pójdzie łatwo przez swojego koalicjanta, wydłużenie do 50 lat okresu służby dla żołnierzy i policjantów też się nie powiodło. W obliczu tak wielkich problemów najkorzystniejszym i najmniej kłopotliwym w obecnej chwili wydaje się zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn... choć niestety jest to zbyt niepopularna decyzja na dwa lata przed wyborami.
Z zadowoleniem można jedynie przyjąć, że największym osiągnięciem obecnego Rządu w sprawie emerytur jest zmniejszenie grupy osób, mających możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę. To i tylko to. Niestety...
Pozdrawiam życząc rządzącym więcej rozsądku a mniej demagogii,
Michał.
O ograniczeniu "pomostówek" pisałem tu. Jeśli chciałbyś przeczytać artykuł na gazeta.biz o obecnej awanturze - zapraszam.
Dziś dalsza część dyskusji na temat emerytur. W poprzedniej części opisałem plan rządu obniżenia części składki przekazywanej do OFE, oraz generalnie omówiłem zalety przeprowadzonej w roku 1997 reformy całego systemu emerytalnego. Wróćmy więc do tematu, czyli korzyści dla pokolenia będącego w moim wieku.
O ile np. moi Rodzice czy osoby od nich starsze (moi Rodzice byli stosunkowo młodzi, gdy reforma wchodziła w życie) nie wychodzili na tej reformie za dobrze, bo mimo oszczędzania w OFE i tak ich część wypłacana przez ZUS będzie większa, tak w np. moim przypadku - osoby która zaczęła pracować na studiach, w wieku 24 lat i oszczędzać (czytaj: odprowadzać składki) na emeryturę sytuacja jest całkowicie odmienna. Dla mnie i dla moich rówieśników - pod warunkiem że pracują na umowę o pracę - część emerytury wypłacana przez OFE będzie stanowiła dużo większą jej część. W mojej perspektywie kapitał na emeryturę będzie zbierany przez 45lat, w tym czasie pomnażany (choć w niezbyt agresywny sposób, gdyż maksymalnie 40% składki miesięcznej może być zainwestowane a akcje) i na koniec albo wypłacony w całości lub w ratach jako dodatek do emerytury.
Może przesadzone jest mówienie, że gdyby nie fundusze to polska giełda nie byłaby na obecnym poziomie i nie była tak silna jak obecnie, ale np. groźba niższego dodatku emerytalnego będzie poważnym problemem. Przy obecnym poziomie procentowym przewiduje się że wysokość emerytury (łączonej: ZUS + II Filar) wyniesie 40% ostatniej pensji przed emeryturą. Biorąc pod uwagę fakt, że ZUS nie jest instytucją inwestycyjną a jedynie pośrednikiem (i to drogim), odprowadzenie większej składki do niej w dzisiejszych czasach, nie spowoduje że moje inwestycje ulegną powiększeniu. Wręcz przeciwnie, gdyż jedyną proponowaną przez ZUS zwyżką zgoromadzonych środków (ZUS nie gromadzi środków, wydaje je na bieżąco) jest waloryzacja świadczeń wynosząca równowartość inflacji. W takim wypadku po prostu nie opłaca się oszczędzać na emeryturę!
Fundusze proponują, by zamiast obniżać składkę przekazywaną do OFE dokończyć reformę emerytalną. Przede wszystkim chodzi tu o zrównanie kobiet i mężczyzn w wieku emerytalnym, likwidację przywilejów ubezpieczeniowych dla rolników i zmniejszenie przywilejów emerytalnych wszelkiego rodzaju służb, górników itd., co pozwoliłoby realnie zawęzić strumień pieniędzy marnotrawionych na niesprawiedliwe traktowanie społeczeństwa. Niestety prawda jest taka, iż rząd obecnie nie jest w stanie zrealizować tych warunków - z rolnikami nie pójdzie łatwo przez swojego koalicjanta, wydłużenie do 50 lat okresu służby dla żołnierzy i policjantów też się nie powiodło. W obliczu tak wielkich problemów najkorzystniejszym i najmniej kłopotliwym w obecnej chwili wydaje się zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn... choć niestety jest to zbyt niepopularna decyzja na dwa lata przed wyborami.
Z zadowoleniem można jedynie przyjąć, że największym osiągnięciem obecnego Rządu w sprawie emerytur jest zmniejszenie grupy osób, mających możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę. To i tylko to. Niestety...
Pozdrawiam życząc rządzącym więcej rozsądku a mniej demagogii,
Michał.
O ograniczeniu "pomostówek" pisałem tu. Jeśli chciałbyś przeczytać artykuł na gazeta.biz o obecnej awanturze - zapraszam.
piątek, 4 grudnia 2009
Soclen - kilka praktycznych uwag
Witam,
W ciągu najbliższych dwóch tygodni ostatecznie dokonam podsumowania całego roku inwestycyjnego, by już na początku stycznia móc opłacić podatek dochodowy i podatek od czynności-cywilno prawnych, gdy będzie taka potrzeba.
To o czym chciałbym dziś Wam powiedzieć, dotyczy bardziej moich uczuć do branży w którą inwestuję z taką ochotą i która bardzo mnie ciekawi. Muszę przyznać, że impulsem do powstania tego postu były przede wszystkim opinie ludzi, którym mówiłem czym się zajmuję. Wszystko o czym Wam dzisiaj opowiem będzie opierało się na moim ponad osiemnastomiesięcznym okresie doświadczeń.
Zacznę od początku. W momencie jak rejestrowałem się w pierwszym serwisie, mocno wtedy reklamowanym, monetto.pl wydawało mi się to wszystko takie proste i łatwe. Nie będę przed Wami ukrywał, że pierwsze kilka miesięcy inwestowania w soclen bardzo negatywnie mnie nastawiło do tego biznesu. Oczywiście największym problemem były comiesięczne spóźnienia w spłacaniu i stosunkowo małe kwoty które mogłem inwestować. W biznes taki jak soclen warto wejść mając w zapasie spory zapas gotówki.
Dlaczego spory zapas gotówki? Część z Was powie pewnie dlatego by więcej inwestować. Z taką opinią mogę się zgodzić, ale tylko częściowo. Przede wszystkim problem jest we wspomnianych już wyżej statystykach spłacalności. W czasem jak się inwestuje coraz to nowe środki w biznes pożyczkowy, wzrasta także ilość niespłaconych pożyczek - jest trudne do oszacowania w jakim stanie są finanse danego pożyczkobiorcy, wiele zdarza się także prób wyłudzeń. Dlatego z czasem warto mieć zgromadzone wolne środki, które będziemy w stanie przeznaczyć na finansowanie działalności gdy nasi klienci są niewypłacalni. Wiadomym jest, że nie wszyscy mogą utrzymać stały zapas gotówki z przeznaczeniem właśnie na taki cel. Rozwiązaniem takiej sytuacji jest posiadanie kredytu odnawialnego w rachunku bieżącym. Takie rozwiązanie proponuje np. mBank - kredyt odnawialny tego banku jest bardzo wygodny i daje dużą swobodę w dysponowaniu środkami.
W chwili obecnej, ze względu na duży stopień bezpieczeństwa inwestuję w trzech serwisach: smava.pl, finansowo.pl oraz kokos. Są to systemy z których największe ryzyko, ale i największą możliwość zarobku oferuje finansowo, choć jednocześnie należy liczyć się z dużym (lub nawet bardzo dużym) ryzykiem. Pozostałe dwa oferują mniej atrakcyjny, ale stały przychód dodatkowo oferując także pożądne weryfikacje swoich użytkowników.
W chwili obecnej to narazie tyle. Mam nadzieję, że w niedługim czasie będę mógł Wam opowiedzieć trochę więcej o wszystkich wymienionych przeze mnie serwisach.
Życzę udanego tygodnia pracy i pozdrawiam,
Redaktor
Zacznę od początku. W momencie jak rejestrowałem się w pierwszym serwisie, mocno wtedy reklamowanym, monetto.pl wydawało mi się to wszystko takie proste i łatwe. Nie będę przed Wami ukrywał, że pierwsze kilka miesięcy inwestowania w soclen bardzo negatywnie mnie nastawiło do tego biznesu. Oczywiście największym problemem były comiesięczne spóźnienia w spłacaniu i stosunkowo małe kwoty które mogłem inwestować. W biznes taki jak soclen warto wejść mając w zapasie spory zapas gotówki.
Dlaczego spory zapas gotówki? Część z Was powie pewnie dlatego by więcej inwestować. Z taką opinią mogę się zgodzić, ale tylko częściowo. Przede wszystkim problem jest we wspomnianych już wyżej statystykach spłacalności. W czasem jak się inwestuje coraz to nowe środki w biznes pożyczkowy, wzrasta także ilość niespłaconych pożyczek - jest trudne do oszacowania w jakim stanie są finanse danego pożyczkobiorcy, wiele zdarza się także prób wyłudzeń. Dlatego z czasem warto mieć zgromadzone wolne środki, które będziemy w stanie przeznaczyć na finansowanie działalności gdy nasi klienci są niewypłacalni. Wiadomym jest, że nie wszyscy mogą utrzymać stały zapas gotówki z przeznaczeniem właśnie na taki cel. Rozwiązaniem takiej sytuacji jest posiadanie kredytu odnawialnego w rachunku bieżącym. Takie rozwiązanie proponuje np. mBank - kredyt odnawialny tego banku jest bardzo wygodny i daje dużą swobodę w dysponowaniu środkami.
W chwili obecnej, ze względu na duży stopień bezpieczeństwa inwestuję w trzech serwisach: smava.pl, finansowo.pl oraz kokos. Są to systemy z których największe ryzyko, ale i największą możliwość zarobku oferuje finansowo, choć jednocześnie należy liczyć się z dużym (lub nawet bardzo dużym) ryzykiem. Pozostałe dwa oferują mniej atrakcyjny, ale stały przychód dodatkowo oferując także pożądne weryfikacje swoich użytkowników.
W chwili obecnej to narazie tyle. Mam nadzieję, że w niedługim czasie będę mógł Wam opowiedzieć trochę więcej o wszystkich wymienionych przeze mnie serwisach.
Życzę udanego tygodnia pracy i pozdrawiam,
Redaktor
czwartek, 3 grudnia 2009
Moja Emerytura a Polska Racja Stanu? cz.1
Witam,
W ciągu ostatniego miesiąca (może nawet od dłuższego czasu) rząd na który oddałem głos i do tej pory całym sercem popierałem ogłosił pomysł, na którym zapewne się nie zastanawiano. Chodzi mi tutaj o pomysł odebrania części składek z tych które jako pracownik odprowadzam do swojego Otwartego Funduszu Emerytalnego. Bynajmniej nie chodzi tu Rządowi o zwiększenie składek przekazywanych do OFE - wręcz przeciwnie. Wedle pomysłu Ministerstwa Finansów z obecnych 7,3% mojej pensji brutto odprowadzanych składek tylko 3% trafiałoby na moje indywidualne konto emerytalne, reszta natomiast trafiałaby na konto ZUS.
Cały problem ma swoje początki już za PRL. W systemie w którym wszystko było "nasze" także wszystkie pieniądze trafiające do ówczesnego ZUS (nie wiem czy istniał wtedy w dzisiejszej czy może miał jakiegoś swojego "ojca") były wspólne. Taki system odziedziczyliśmy po PRL. Dla przeciętnego obywatela wszystko wydawało się ok - od jego pensji odprowadzano składki trafiające do jednego, wspólnego worka. Bez znaczenia było czy ktoś np. przedsiębiorca któremu bardziej się powodziło i chciał oszczędzić więcej, odprowadzał składkę podstawową czy podwojoną. Koniec końców, przechodząc na emeryturę każdy dostawał tyle samo, nieważne czy oszczędzał 100zł miesięcznie czy 200 - taka socjalistyczna sprawiedliwość (na koniec i tak wylądujesz w tym samym padole co inni). W chwili obecnej, gdy społeczeństwo jest zdecydowanie starsze i mniej jest ludzi aktywnych zawodowo coraz mniej pieniędzy trafia do ZUS z którego jak już powiedziałem opłaca się bieżące emerytury. W dodatku problem się nasila przez kryzys, gdyż wiele osób przeszło do szarej strefy lub obniżono im pensje przez co obniżyły się też składki przesyłane do ZUS. Różnicę (debet) w ilości wpływających składek do ZUS a pieniędzmi potrzebnymi na bieżące emerytury musi pokryć nie kto inny tylko Rząd z budżetu Państwa (czyli de facto każdego z obywateli).
Uważam, że takim idiotycznym pomysłem Rząd próbuje pójś na łatwiznę. Chce załatać obecną dziurę w transferze pieniędzy poprzez grabież tego co jest moje - można powiedzieć, że najbardziej progospodarczy rząd od 15lat próbuje znacjonalizować część mojej emerytury. Cały urok tej reformy polegał właśnie na tej idei oszczędzania dla i na siebie.
Reforma, która jak na swoje czasy była rewolucją podziwianą na całym świecie, miała na celu zlikwidowanie tego absurdu. Założeniem było, że każdy pracujący obywatel będzie miał własne konto emerytalne, na którym będzie wpływało te jego 7,3% pensji brutto. Drugą część składki stanowiła kwota odprowadzana przez pracodawcę do ZUS. Składka do ZUS - zwłaszcza w okresie dokąd starsze pokolenia nie odejdą - miała służyć finansowaniu emerytur osobom obecnie przybywającym na emeryturze oraz tym, którzy z racji wieku nie mieli możliwości w OFE zarobić wystarczająco dużo. W ten sposób pogodzono dwie racje - prawo ludzi starszych do emerytur jak i prawo ludzi młodych do pracy na swoją emeryturę, która nie jest już kwotą 'socjalistyczną' a 'kapitalistyczną' ozwierciedlającą włożony w pracę wysiłek.
Więcej informacji, w tym o aktualnie zaproponowanym przez Rząd rozwiązaniu, ukaże się w przyszłym tygodniu - być może już w poniedziałek.
Zapraszam do lektury i życzę Wam dużo, dużo optymizmu i pomyślności na nadchodzący tydzień oraz szczęścia. Jestem pewien, że mój będzie bardzo udany (ILY!).
Michał K. Skrzycki
W ciągu ostatniego miesiąca (może nawet od dłuższego czasu) rząd na który oddałem głos i do tej pory całym sercem popierałem ogłosił pomysł, na którym zapewne się nie zastanawiano. Chodzi mi tutaj o pomysł odebrania części składek z tych które jako pracownik odprowadzam do swojego Otwartego Funduszu Emerytalnego. Bynajmniej nie chodzi tu Rządowi o zwiększenie składek przekazywanych do OFE - wręcz przeciwnie. Wedle pomysłu Ministerstwa Finansów z obecnych 7,3% mojej pensji brutto odprowadzanych składek tylko 3% trafiałoby na moje indywidualne konto emerytalne, reszta natomiast trafiałaby na konto ZUS.
Cały problem ma swoje początki już za PRL. W systemie w którym wszystko było "nasze" także wszystkie pieniądze trafiające do ówczesnego ZUS (nie wiem czy istniał wtedy w dzisiejszej czy może miał jakiegoś swojego "ojca") były wspólne. Taki system odziedziczyliśmy po PRL. Dla przeciętnego obywatela wszystko wydawało się ok - od jego pensji odprowadzano składki trafiające do jednego, wspólnego worka. Bez znaczenia było czy ktoś np. przedsiębiorca któremu bardziej się powodziło i chciał oszczędzić więcej, odprowadzał składkę podstawową czy podwojoną. Koniec końców, przechodząc na emeryturę każdy dostawał tyle samo, nieważne czy oszczędzał 100zł miesięcznie czy 200 - taka socjalistyczna sprawiedliwość (na koniec i tak wylądujesz w tym samym padole co inni). W chwili obecnej, gdy społeczeństwo jest zdecydowanie starsze i mniej jest ludzi aktywnych zawodowo coraz mniej pieniędzy trafia do ZUS z którego jak już powiedziałem opłaca się bieżące emerytury. W dodatku problem się nasila przez kryzys, gdyż wiele osób przeszło do szarej strefy lub obniżono im pensje przez co obniżyły się też składki przesyłane do ZUS. Różnicę (debet) w ilości wpływających składek do ZUS a pieniędzmi potrzebnymi na bieżące emerytury musi pokryć nie kto inny tylko Rząd z budżetu Państwa (czyli de facto każdego z obywateli).
Uważam, że takim idiotycznym pomysłem Rząd próbuje pójś na łatwiznę. Chce załatać obecną dziurę w transferze pieniędzy poprzez grabież tego co jest moje - można powiedzieć, że najbardziej progospodarczy rząd od 15lat próbuje znacjonalizować część mojej emerytury. Cały urok tej reformy polegał właśnie na tej idei oszczędzania dla i na siebie.
Reforma, która jak na swoje czasy była rewolucją podziwianą na całym świecie, miała na celu zlikwidowanie tego absurdu. Założeniem było, że każdy pracujący obywatel będzie miał własne konto emerytalne, na którym będzie wpływało te jego 7,3% pensji brutto. Drugą część składki stanowiła kwota odprowadzana przez pracodawcę do ZUS. Składka do ZUS - zwłaszcza w okresie dokąd starsze pokolenia nie odejdą - miała służyć finansowaniu emerytur osobom obecnie przybywającym na emeryturze oraz tym, którzy z racji wieku nie mieli możliwości w OFE zarobić wystarczająco dużo. W ten sposób pogodzono dwie racje - prawo ludzi starszych do emerytur jak i prawo ludzi młodych do pracy na swoją emeryturę, która nie jest już kwotą 'socjalistyczną' a 'kapitalistyczną' ozwierciedlającą włożony w pracę wysiłek.
Więcej informacji, w tym o aktualnie zaproponowanym przez Rząd rozwiązaniu, ukaże się w przyszłym tygodniu - być może już w poniedziałek.
Zapraszam do lektury i życzę Wam dużo, dużo optymizmu i pomyślności na nadchodzący tydzień oraz szczęścia. Jestem pewien, że mój będzie bardzo udany (ILY!).
Michał K. Skrzycki
środa, 2 grudnia 2009
Czy kryzys finansowy jest już za nami?
Witam!
W ciągu ostatnich kilku dni bardzo zainteresowaly mnie dane przekazywane z większości
krajów Świata o zmniejszających się efektach kryzysu finansowego. Te informacje bardzo ucieszyły inwestorów - ruszyła fala optymizmu, napędzając mechanizm inwestycyjny. Pozytywne informacje pojawiły się także w Europie. Po raz pierwszy Francja i Niemcy odnotowały przyrosty głównych wskaźników ekonomicznych, przede wszystkim PKB. Podobnie rzecz ma się w Polsce, mimo iż jak podał niedawno Główny Urząd Statystyczny, nasz produkt krajowy brutto rośnie szybciej niż zakłado.
Jednak według mnie, najtrudniejsze dopiero przed nami. Przekonanie to bierze się z informacji które otrzymujemy z głównych sektorów gospodarki.
Po pierwsze z dużym niepokojem odbieram komentarze ludzi pracujących w budownictwie. Produkcja budowlana - przede wszystkim generalne wykonawstwo - pozostaje na podobnym poziomie co rok temu, zwiększając się jedynie o 5%, a roboty branż specjalistycznych uległy w tym czasie zmniejszeniu o 13,6%. W dodatku firmy budowlane w dalszym ciągu "licytują w dół" stawki za roboty, tym samym obniżając stawki godzinowe wynagrodzenia. W tym przypadku pojawia się jednak nadzieja, gdyż można zaobserwować coraz dynamiczniejszy wzrost (miesiąc do miesiąca 18,4%) wykonywanych robót budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków.
Zbliżający się sezon grzewczy też nie wróży nic dobrego. Pomijając fakt, że pogoda wyjątkowo dopisuje i nie sprzyja zwiększaniu sprzedaży surowców energetycznych, dodatkowo produkcja nie rośnie w porównaniu do października ub. roku (spadek o 17,5%).
Kolejnym - choć mam nadzieję nie wdrożonym ostatecznie do realizacji - czynnikiem negatywnie wpływającym na gospodarkę może być pomysł Rządu obniżenia składki emerytalnej obecnie przekazywanej do OFE z 7,3% do trochę ponad 3%. Taki zabieg może mieć (choć w małym stopniu) wpływ na obrót papierami wartościowymi na warszawskim parkiecie.
A co w moim sektorze Social Lending i banków? No cóż... bardzo pocieszającą informacją może być statystyka spłacalności inwestycji. W ciągu ostatniego pół roku znacząco wzrósł odsetek spłacanych pożyczek z sektora SL i może być bardziej uzależnione od mojej strategii inwestycyjnej. Niestety, niee tyczy się to jednak sektora bankowego. W dniu dziesiejszym Dziennik Gazeta Prawna ujawnił informację, iż wiele banków działających na polskim rynku znacząco rozbudowuje swoje działy windykacji. Wynika to z niczego innego jak ze zwiększającej się lawinowo ilości nieterminowo spłacanych pożyczek i kredytów.
Nie martwmy się jednak na zapas. Jaka jest moja na to rada? Przede wszystkim spróbować skonsolidować swoje wydatki związane ze stałymi zobowiązaniami wobec banków - dobrym rozwiązaniem będzie zapewne kredyt konsolidacyjny lub likwidacja jednej z posiadanych kart kredytowych. A jeśli nie chcesz jej likwidować to po prostu zamień ją na tańszą. Mimo, iż na początku może to być trudne, w dłuższym okresie czasu może znacząco pomóc...
Życzę Wam jak i sobie niespełnienia moich przewidywań i udanej reszty tygodnia pracy.
Pozdrawiam,
MSkrzycki.
W ciągu ostatnich kilku dni bardzo zainteresowaly mnie dane przekazywane z większości
krajów Świata o zmniejszających się efektach kryzysu finansowego. Te informacje bardzo ucieszyły inwestorów - ruszyła fala optymizmu, napędzając mechanizm inwestycyjny. Pozytywne informacje pojawiły się także w Europie. Po raz pierwszy Francja i Niemcy odnotowały przyrosty głównych wskaźników ekonomicznych, przede wszystkim PKB. Podobnie rzecz ma się w Polsce, mimo iż jak podał niedawno Główny Urząd Statystyczny, nasz produkt krajowy brutto rośnie szybciej niż zakłado.
Jednak według mnie, najtrudniejsze dopiero przed nami. Przekonanie to bierze się z informacji które otrzymujemy z głównych sektorów gospodarki.
Po pierwsze z dużym niepokojem odbieram komentarze ludzi pracujących w budownictwie. Produkcja budowlana - przede wszystkim generalne wykonawstwo - pozostaje na podobnym poziomie co rok temu, zwiększając się jedynie o 5%, a roboty branż specjalistycznych uległy w tym czasie zmniejszeniu o 13,6%. W dodatku firmy budowlane w dalszym ciągu "licytują w dół" stawki za roboty, tym samym obniżając stawki godzinowe wynagrodzenia. W tym przypadku pojawia się jednak nadzieja, gdyż można zaobserwować coraz dynamiczniejszy wzrost (miesiąc do miesiąca 18,4%) wykonywanych robót budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków.
Zbliżający się sezon grzewczy też nie wróży nic dobrego. Pomijając fakt, że pogoda wyjątkowo dopisuje i nie sprzyja zwiększaniu sprzedaży surowców energetycznych, dodatkowo produkcja nie rośnie w porównaniu do października ub. roku (spadek o 17,5%).
Kolejnym - choć mam nadzieję nie wdrożonym ostatecznie do realizacji - czynnikiem negatywnie wpływającym na gospodarkę może być pomysł Rządu obniżenia składki emerytalnej obecnie przekazywanej do OFE z 7,3% do trochę ponad 3%. Taki zabieg może mieć (choć w małym stopniu) wpływ na obrót papierami wartościowymi na warszawskim parkiecie.
A co w moim sektorze Social Lending i banków? No cóż... bardzo pocieszającą informacją może być statystyka spłacalności inwestycji. W ciągu ostatniego pół roku znacząco wzrósł odsetek spłacanych pożyczek z sektora SL i może być bardziej uzależnione od mojej strategii inwestycyjnej. Niestety, niee tyczy się to jednak sektora bankowego. W dniu dziesiejszym Dziennik Gazeta Prawna ujawnił informację, iż wiele banków działających na polskim rynku znacząco rozbudowuje swoje działy windykacji. Wynika to z niczego innego jak ze zwiększającej się lawinowo ilości nieterminowo spłacanych pożyczek i kredytów.
Nie martwmy się jednak na zapas. Jaka jest moja na to rada? Przede wszystkim spróbować skonsolidować swoje wydatki związane ze stałymi zobowiązaniami wobec banków - dobrym rozwiązaniem będzie zapewne kredyt konsolidacyjny lub likwidacja jednej z posiadanych kart kredytowych. A jeśli nie chcesz jej likwidować to po prostu zamień ją na tańszą. Mimo, iż na początku może to być trudne, w dłuższym okresie czasu może znacząco pomóc...
Życzę Wam jak i sobie niespełnienia moich przewidywań i udanej reszty tygodnia pracy.
Pozdrawiam,
MSkrzycki.
Mój punkt widzenia na Social Lending
Witam,
Od jakiegoś już czasu jestem zainteresowany alternatywnymi metodami inwestycyjnymi, pozwalającymi wypracować mi dochód pasywny. W miarę bezpiecznego, ale jednak gwarantującego zysk na poziomie 15-20% (przy dzisiejszej inflacji to i tak niewiele z tego zostaje). Lokaty odpadają, obligacje to zbyt długi okres czasu i zbyt mały zysk, więc postanowiłem zaangażować się w tzw. 'social lending' czyli swojsko brzmiące pożyczki społecznościowe. To ciekawa forma oszczędzania, o wiele bardziej opłacalna od oszczędzania na lokacie, ale jednocześnie niosąca ze sobą pewne ryzyko inwestycyjne.
Ciekawy problem pojawił się, gdy szukałem tych 'alternatywnych' źródeł dochodu. Otóż zacząłem od zadania sobie następującego pytania "Ile maksymalnie mogę stracić?" To było trudne pytanie, bo patrząc na spadki roku 2008, gdy moje fundusze spadły na dno i jeszcze w nim ryły wprost płakałem, nie chciałem żeby taka sytuacja się znowu powtórzyła. Ostatecznie stwierdziłem, że ryzyko - takie jak 'inwestowanie' na giełdzie, czy ładowanie pieniędzy w fundusze miało swoje pozytywne strony - dawało mi poczucie spełnienia marzeń i takich tam moich widzi-mi-się. Więc wybór padł na 'social lending'. To coś nowego w naszym systemie sprawdzonego na zachodzie, bezpiecznego - jeśli chodzi o jasność zasad i czystość intencji serwisów typu kokos.pl, finansowo.pl czy smava.pl - oraz dającego trochę emocji związanych z ryzykiem kredytowym...
Tak właśnie, na kilku portalach działam już od ponad roku. W międzyczasie poniosłem wiele pożytecznych lekcji, które pozwoliły mi wypracować - myślę, że dobrą strategię inwestycyjną.
W niedługim czasie postaram się Wam ją opisać, w zależności od poszczególnych portali, gdyż każdy z nich ma inną charakterystykę. Nie będzie mogło także zabraknąć kilku słów o zaufaniu, solidności i ryzyku kredytowym.
Do usłyszenia w niedługim czasie i miłego wieczoru!
Pozdrawiam,
Michał.
Od jakiegoś już czasu jestem zainteresowany alternatywnymi metodami inwestycyjnymi, pozwalającymi wypracować mi dochód pasywny. W miarę bezpiecznego, ale jednak gwarantującego zysk na poziomie 15-20% (przy dzisiejszej inflacji to i tak niewiele z tego zostaje). Lokaty odpadają, obligacje to zbyt długi okres czasu i zbyt mały zysk, więc postanowiłem zaangażować się w tzw. 'social lending' czyli swojsko brzmiące pożyczki społecznościowe. To ciekawa forma oszczędzania, o wiele bardziej opłacalna od oszczędzania na lokacie, ale jednocześnie niosąca ze sobą pewne ryzyko inwestycyjne.
Ciekawy problem pojawił się, gdy szukałem tych 'alternatywnych' źródeł dochodu. Otóż zacząłem od zadania sobie następującego pytania "Ile maksymalnie mogę stracić?" To było trudne pytanie, bo patrząc na spadki roku 2008, gdy moje fundusze spadły na dno i jeszcze w nim ryły wprost płakałem, nie chciałem żeby taka sytuacja się znowu powtórzyła. Ostatecznie stwierdziłem, że ryzyko - takie jak 'inwestowanie' na giełdzie, czy ładowanie pieniędzy w fundusze miało swoje pozytywne strony - dawało mi poczucie spełnienia marzeń i takich tam moich widzi-mi-się. Więc wybór padł na 'social lending'. To coś nowego w naszym systemie sprawdzonego na zachodzie, bezpiecznego - jeśli chodzi o jasność zasad i czystość intencji serwisów typu kokos.pl, finansowo.pl czy smava.pl - oraz dającego trochę emocji związanych z ryzykiem kredytowym...
Tak właśnie, na kilku portalach działam już od ponad roku. W międzyczasie poniosłem wiele pożytecznych lekcji, które pozwoliły mi wypracować - myślę, że dobrą strategię inwestycyjną.
W niedługim czasie postaram się Wam ją opisać, w zależności od poszczególnych portali, gdyż każdy z nich ma inną charakterystykę. Nie będzie mogło także zabraknąć kilku słów o zaufaniu, solidności i ryzyku kredytowym.
Do usłyszenia w niedługim czasie i miłego wieczoru!
Pozdrawiam,
Michał.
poniedziałek, 30 listopada 2009
Plany zakupowe na rok 2010
Dziś chciałbym omówić kilka rzeczy związanych z moim drugim źródłem utrzymania, tj działalnością Social Lending. Ponieważ pomału widać zysk z prowadzonych przeze mnie inwestycji oraz strategii ich podziału pomiędzy poszczególne serwisy, zacząłem myśleć nad tym co tak poważnie ogranicza moją zdolność do szybkiej reakcji na zapytanie klienta, realizację aukcji czy choćby wpisanie czegokolwiek do grafiku.
W chwili obecnej moje przenośne biuro składa się z: telefonu Nokia E51, terminarza Oxford 2009 oraz zwykłego notatnika i laptopa o przekątnej ekranu 15,4". Jednak w przyszłości, chciałbym zmodyfikować swoje mobilne biuro pod względem komfortu użytkowania i jego przystosowania do obsługi kilku funkcji jednocześnie. Tak więc za mniej więcej sześć miesięcy wyposażenie mego biura obejmie: Terminarz książkowy President Prestige 2010 (Empik, cena 54,99PLN), Telefon Nokia E52 z systemem Symbian S60 g5, oraz dodatkowo w celu ułatwienia poruszania się po internecie - smartfon HTC Touch Pro 2 z 2gb kartą pamięci.
Cała lista zakupów powstała w wyniku bieżącego użytkowania sprzętu w praktyce. Najbardziej uciążliwe w obecnej chwili jest wykonywanie przelewów przez mój telefon, który ma zasadniczą wadę - nie można w nim przejść w tryb czuwania (lub zawieszenia transmisji danych jak to się dzieje w trakcie połączenia przychodzącego) w czasie, gdy korzysta się z Internetu. W ten sposób, w momencie jak przyjdzie ważna wiadomość, potrzebna do autoryzowania przelewu, jedyne co można zrobić to ją zignorować lub po prostu przerwać połączenie, co skutkuje ponownym wysłaniem hasła sms... Dlatego istotnym dla mnie jest zakupienie wspomnianego powyżej smartfonu HTC Touch Pro2, z dużym (przekątna 3,6" cala), odchylanym dotykowym ekranem, z kartą sieci bezprzewodowej. Telefon, ze względu na dużo darmowych minut za korzystanie z oferty mBanku, będzie pracować w sieci mBank mobile z wykupionym transferem 100mb na miesiąc (koszt jedyne 5PLN). Dodatkowo, ale to już jako narzędzie pomocnicze, zakupię (tylko to bardziej pod koniec roku) laptop marki Sony Vaio o 14" ekranie ze zwiększoną rozdzielczością. To bardzo dobre, cechujące się bardzo dobrymi parametrami urządzenie, którego krótką charakterystykę przedstawię w oddzielnych wpisie.
To, co organizuje moją codzienną pracę to już od wielu lat porządny terminarz. Powód jest prosty - jeśli jest sytuacja awaryjna, jakieś zadanie do szybkiego zapisania nie wspominając już o rozmowie telefonicznej to bardzo ciężko jest cokolwiek zapisać w terminarzu E51 wszystkiego i w takiej kolejności jak należy. Dzieje się tak nie dlatego, że wolno piszę na klawiaturze telefonicznej, wręcz przeciwnie, a jedynie na braku klawiatury pełnowymiarowej, dzięki której mógłbym nadąrzać za tym co ktoś prosi abym wykonał. Miałem ich kilka, każdy inny ale ostatecznie w przyszłym roku wracam do terminarzy produkcji francuskiej firmy QuoVadis, a konkretnie do modelu President Prestige. To bardzo dobrze wykonany - schludnie, bez żadnych udziwnień - ale bardzo komfortowo i pięknie wykończony terminarz tygodniowy o wymiarach 21 x 27cm, w papierze chamois. Wielu z moich znajomych podoba mi się w nim zastosowanie 13 miesięcznego kalendarza - od grudnia do stycznia - dzięki czemu nie ma potrzeby przepisywać wszystkich dat spokań i ich szczegółów, a można to zrobić w już nowym terminarzu.
Więc cóż plan może i ambitny, ale myślę że warto go opracować choćby po to żeby wiedzieć czego od siebie się oczekuje.
Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
MSkrzycki.
W chwili obecnej moje przenośne biuro składa się z: telefonu Nokia E51, terminarza Oxford 2009 oraz zwykłego notatnika i laptopa o przekątnej ekranu 15,4". Jednak w przyszłości, chciałbym zmodyfikować swoje mobilne biuro pod względem komfortu użytkowania i jego przystosowania do obsługi kilku funkcji jednocześnie. Tak więc za mniej więcej sześć miesięcy wyposażenie mego biura obejmie: Terminarz książkowy President Prestige 2010 (Empik, cena 54,99PLN), Telefon Nokia E52 z systemem Symbian S60 g5, oraz dodatkowo w celu ułatwienia poruszania się po internecie - smartfon HTC Touch Pro 2 z 2gb kartą pamięci.
Cała lista zakupów powstała w wyniku bieżącego użytkowania sprzętu w praktyce. Najbardziej uciążliwe w obecnej chwili jest wykonywanie przelewów przez mój telefon, który ma zasadniczą wadę - nie można w nim przejść w tryb czuwania (lub zawieszenia transmisji danych jak to się dzieje w trakcie połączenia przychodzącego) w czasie, gdy korzysta się z Internetu. W ten sposób, w momencie jak przyjdzie ważna wiadomość, potrzebna do autoryzowania przelewu, jedyne co można zrobić to ją zignorować lub po prostu przerwać połączenie, co skutkuje ponownym wysłaniem hasła sms... Dlatego istotnym dla mnie jest zakupienie wspomnianego powyżej smartfonu HTC Touch Pro2, z dużym (przekątna 3,6" cala), odchylanym dotykowym ekranem, z kartą sieci bezprzewodowej. Telefon, ze względu na dużo darmowych minut za korzystanie z oferty mBanku, będzie pracować w sieci mBank mobile z wykupionym transferem 100mb na miesiąc (koszt jedyne 5PLN). Dodatkowo, ale to już jako narzędzie pomocnicze, zakupię (tylko to bardziej pod koniec roku) laptop marki Sony Vaio o 14" ekranie ze zwiększoną rozdzielczością. To bardzo dobre, cechujące się bardzo dobrymi parametrami urządzenie, którego krótką charakterystykę przedstawię w oddzielnych wpisie.
To, co organizuje moją codzienną pracę to już od wielu lat porządny terminarz. Powód jest prosty - jeśli jest sytuacja awaryjna, jakieś zadanie do szybkiego zapisania nie wspominając już o rozmowie telefonicznej to bardzo ciężko jest cokolwiek zapisać w terminarzu E51 wszystkiego i w takiej kolejności jak należy. Dzieje się tak nie dlatego, że wolno piszę na klawiaturze telefonicznej, wręcz przeciwnie, a jedynie na braku klawiatury pełnowymiarowej, dzięki której mógłbym nadąrzać za tym co ktoś prosi abym wykonał. Miałem ich kilka, każdy inny ale ostatecznie w przyszłym roku wracam do terminarzy produkcji francuskiej firmy QuoVadis, a konkretnie do modelu President Prestige. To bardzo dobrze wykonany - schludnie, bez żadnych udziwnień - ale bardzo komfortowo i pięknie wykończony terminarz tygodniowy o wymiarach 21 x 27cm, w papierze chamois. Wielu z moich znajomych podoba mi się w nim zastosowanie 13 miesięcznego kalendarza - od grudnia do stycznia - dzięki czemu nie ma potrzeby przepisywać wszystkich dat spokań i ich szczegółów, a można to zrobić w już nowym terminarzu.
Więc cóż plan może i ambitny, ale myślę że warto go opracować choćby po to żeby wiedzieć czego od siebie się oczekuje.
Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
MSkrzycki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)