wtorek, 14 grudnia 2010

Nasze Słoneczne Przedszkole...

W Naszym Przedszkolu panuje iście sielankowa atmosfera :).

Tak normalnie to jest tylko jak jestem sam. Bo kiedy przychodzą inne dzieci to zaraz coś zaczyna się dziać. To coś spadnie, to ktoś się obrazi, to coś - niewiadomo przez kogo rzucone - się stłucze. Jeśli jednak mam mówić o prawdziwej sielance, to trzeba poczekać aż jesteśmy w pełnym składzie.


Najbardziej podoba mi się moment, w którym każdy z uwagą (pozorną) udaje że coś robi, a tak naprawdę kombinuje jak drugiej stronie naszej sali dopiec. No i tak zaczyna się spektakl nienawiści, prawdzina scena polityczna w skali mikro.

To Czesiu Marysi coś powie albo skomentuje mimo chodem, a Marysia się obrazi i na wyraz braku akceptacji "dla chamstwa" podniesie zeszyt ze stołu, a potem rzuci go z powrotem... Biedny Bogu ducha winny zeszyt... i do tego jeszcze wychodzi kiedy nasza Opiekunka mówi (bez pożegnania).

W tym wszystkim, gdzieś tam w kącie jestem ja, biedny mały skołowany młodziak, któremu nie podrodze ani z jednymi ani z drugimi. No i weź tu człowieku miej spokojne dzieciństwo...

Pozdrawiam,
M.

wtorek, 16 marca 2010

Moja pierwsza odeszła... przeze mnie ;)

kurs asertywności - 27,89% rocznie, pozbycie się karty kredytowej - bezcenne ;)

Witam,

W zeszłym tygodniu dokonałem rzeczy niezwykłej. W ramach racjonalizacji swoich wydatków, a co z tym związane zmniejszaniu wydatków stałych, zrezygnowałem z karty kredytowej. Nie byle jakiej, bo karty CITIBank Handlowy. Jeszcze do zeszłego tygodnia byłem szczęśliwym posiadaczem ROR ROR w Citi otworzyłem na próbę - jako stały klient Banku otrzymałem "indywidualną" ofertę (nomen omen skierowaną do setek innych wybranych - czytaj wszystkich - klientów) otwarcia rachunku bankowego ze zniesioną opłatą abonamentową. Kartę kredytową CITI otrzymałem na studiach, na 4. roku. Gdzieś w przelocie na stacji BP zaczepiła mnie miła pani proponując kartę. Na moją wyraźną informację o braku znaczących dochodów (średnio 500PLN miesięcznie), powiedziała mi że to nie ma znaczenia, że nie mam zdolności. Od ręki otrzymam limit 1000PLN (i dziw się człowieku, że w Stanach banki padały jak muchy!)

Muszę przyznać, że decyzja nie była łatwa, bo przez ostatnie 5 lat jej posiadania wielokrotnie okazała się bardzo przydatna. Mimo pewnych obaw o swoją przyszłość bez niej (sic!) i obecne poczucie pustki w portfelu, musiałem podjąć racjonalne decyzje. Mam jasno sprezyzowany cel, aby mieć możliwość zdobycia dużego kredytu remontowego. W szacowaniu zdolności kredytowej każdy bank bierze pod uwagę maksymalne dopuszczalne (a nie wykorzystane i rzeczywiście spłacane) limity na kartach kredytowych. Od dochodu netto odejmuje 10% tej kwoty, co w moim przypadku stanowi dosyć dużą kwotę. Właśnie przez limit na kartach (i niskie dochody) nie posiadam nawet znikomej zdolności kredytowej dla kredytów hipotecznych. Posłuchajcie więc, jak to się odbyło...

W Citi panuje bardzo profesjonalna i niezwykle uprzejma obsługa. Już przy wejściu powitała mnie pani (czyli tzw. Host), grzecznie pytając w czym może pomóc. Równie grzecznie odpowiedziałem, że chciałbym zamknąć swój rachunek osobisty i zlikwidować kartę kredytową. Na pytanie (będzie często się powtarzać w ciągu najbliższej godziny) czy na pewno jestem przekonany w tej sprawie pewnie odpowiedziałem, że tak. W ten sposób z kolejki zapowiadającej się na około godzinę oczekiwania przedostałem się do sekcji doradztwa klientowi. Tam urocza pani Host "przekazała" mnie kolejnej pracownicy banku (Doradca klienta). Po raz kolejny oświadczyłem, że chcę zamknąć rachunek (w czasie oczekiwania na doradcę, rozwiązałem telefonicznie umowę o kartę - tak poradziła mi witająca mnie ekpedientka-host).

Mój doradca - jak siebie określiła Pani widząca mnie pierwszy raz w życiu - zaczęła mi odradzać rozwiązywanie umowy, jednocześnie starając się odnaleźć w systemie formularz zamknięcia rachunku. Argumenty których użyła nie były złe. Oczywiście poza tymi w stylu - przecież to takie fajne konto - otrzymałem kilka rzetelnych informacji o tym, w jak wielu miejscach na świecie jest Citi i jak łatwo jest rozpoznawalny. Na wszystkie te sugestie odpowiadałem "nie, dziękuję".

Koniec końców otrzymałem potwierdzenie zamknięcia rachunku... Dwa dni później otrzymałem nową, wydaną dwa miesiące przed terminem ważności poprzedniej, kartę kredytową z prośbą o aktywację... No cóż, mój ex-Bank (ale dziwnie to brzmi w moim wykonaniu) bardzo cierpi z powodu naszego rozstania.

Pozdrawiam,
M.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Europa - Grecja 0:1

Od dłuższego czasu można przeczytać w gazetach o wielkich problemach finansowych Grecji. Tak dużych, że zagraża to płynności finansowej całej Unii Europejskiej. Dochodzi do tego na dodatek problem i śledztwo dotyczące ukryca nadmiernego deficytu budżetowego Grecji w rok po przyjęciu Euro. Sprawa jest poważna, gdyż wiele krajów wycieńczonych jest pomocą swoim gospodarkom i całej Unii w walce ze spowolnieniem gospodarczym. Jest na tyle źle, że państwa członkowskie - a przynajmniej ich część - zastanawiają się i grożą Grecji wyrzuceniem z Unii. Tymczasem rząd w Atenach stoi w rozkroku pomiędzy groźbą zamieszek społecznych na myśl o drakońskich oszczędnościach i pakietach stabilizacyjnych, a pokusom poddania się "konsumpcji".

Gdy słyszę o takich rzeczach, zastanawiam się czy na tym świecie pozostał ktokolwiek z "Wielkich, Mądrych Głów" by móc temu zapobiec, zatrzymać tę wielką machinę oszustw i intryg. Postępowanie jednego czy drugiego amerykańskiego banku w sprawie zatajenia swoich strat jestem w stanie pojąć, bo to zwykła chciwość i brak szacunku do akcjonariuszy - po prosty podłość. Jednak gdy w ten sposób postępuje ząd grecki wobec wszystkich swoich partnerów w Europie jest to wyjątkowo haniebne i nosi znamiona szantażu.

Do pewnego czasu można było pomyśleć, że w Europie największymi cwaniakami są Włosi - dobrze znający się na mydleniu oczu i faulach taktycznych w chwilach największego zagrożenia. Okazuje się jednak, że sprytnych Włochów prześcignęli w chytrości Grecy. W chytrości i głupocie. O chytrości napiszę za chwilę, a teraz kilka słów o głupocie wynikającej z poczucia strachu. Przed czym? Przed tym, czego boi się każdy człowiek słabego charakteru - swojej oceny, gdy przyjdzie jego czas. Tak właśnie greccy politycy - czy to z lewa czy z prawa - gdy tylko obywatele strajkowali żądając podwyżek, potulnie podnosili pensje niezbyt martwiąc się mocno narastającym deficytem budżetowym i zadłużeniem państwa.

W momencie, gdy Grecja weszła do strefy euro w 2002r. i narzucono na nią dodatkowe przepisy i obowiązki audytu finansowego, rząd dokonał tzw. cross currency swap dzięki czemu sztucznie zaniżono deficyt, uspokajając Europejski Bank Centralny o swojej pozornej czystości. Normalnie - tak przynajmniej robi większość mafii na świecie - od momentu udanej ucieczki przed pojmaniem przez organa ścigania - próbują żyć uczciwie (w miarę możliwości, oczywiście, hadelek szmugielek odchodzą cały czas), Grecja nie wyniosła z tego nauczki i nadal się zadłużała spełniając "prośby" wszystkich grup zawodowych z prostytutkami na czele.

Gdy cała sprawa się rypła - czyli w momencie gdy zniecierpliwieni wierzyciele zaczęli się dopominać zwrotu pożyczonych pieniędzy - Grecja podniosła lament i zagroziła Unii, że jeśli ta jej nie pomoże Grecja wystąpi z UE. W dodatku postawiła warunek, że nie chce przyjmować trudnych warunków paktu stabilizacyjnego gospodarki. To trochę taka grecka tragedia. Unia cokolwiek uczyni postąpi źle, niemoralnie i wbrew swemu losowi.

Dzieje się tak dlatego z kilku powodów. Przede wszystkim, jeśli pomoże ogłupionej Grecji nie będzie to miało żadnego wpływu na postępowanie greckich polityków - za kilka lat schemat się powtórzy, uderzy zdwojoną siłą. Pomoc finansowa nie poparta działaniami rządu ateńskiego spowoduje przejedzenie pieniędzy i ostatecznie spowoduje pogłębienie kryzysu (obywatele są przyzwyczajeni do dużego konsumpcjonizmu, nie były im wpajane zasady akumulacji kapitału i oszczędzania). W przypadku, gdy Unia odmówi Grecji pomocy, może to skutkować albo jej zapaścią gospodarczą i całkowitym bankructwem co przy połączonych rynkach nie obędzie się bez wpływu na gospodarkę całej Unii, lub w ostateczności do wyjścia z UE Grecji. Unia działając w ten sposób zaprzeczy idei jedności w różnorodności, która od wielu lat jest jej hasłem przewodnim.

Moim zdaniem Unii w podjęciu decyzji może pomóc jedynie mocna kampania społeczna w Grecji. Sami Grecy już teraz upatrują w całej tej aferze działania na rzecz ich zniszczenia. Być może jest to dobry znak, bo dzięki temu społeczeństwo mogłoby się zjednoczyć i zacząć demonstracyjne okazywać przywiązanie do swojego bezmyślnego rządu. Grecja, poza drastycznymi reformami ekonomicznymi i wręcz rewolucją w administracji państwowej, wymaga także zmiany sposobu myślenia. Bez tej odnowy greckiej filozofii żadne z wprowadzanych zasad czy finansowych pomocy nie będą przynosiły efektu. Wręcz przeciwnie, Grecja może podzilić los Dodo.

Mam nadzieję, że podobne wnioski wysuną po analizie Greckiej Odysei XXIw. także regionalni politycy.

czwartek, 18 lutego 2010

Komentarz o działalności SocLen

Za każdym razem, gdy inwestycje idą nie po mojej myśli, nachodzą mnie pytania o sens wkładania pieniędzy w taki rodzaj działalności, który jest wyjątkowo niewdzięczny. Ostatnim czasem - a zaczęło się to już pod koniec starego roku - dramatycznie wzrosła w moim portfelu liczba inwestycji trudnych, nie budzących nadziei na spłatę. Do takich zaliczają się przede wszystkim pożyczki ludzi, którzy utrzymując dobre ze mną stosunki, jednocześnie popadają w spiralę zadłużenia.

O ile w zeszłym roku, w okolica lutego do lipca poziom moich inwestycji stanowczo uległ zmniejszeniu, tak w tym roku miałem założenie, że rozpocznę regularne inwestowanie w SocLen, opierając się na zdobytych stałych kontaktach. Niestety jak się okazało, większość z moich nierzetelnych klientów nie jest skora do choćby odrobiny szczerości i nie ma zamiaru pozwolić mi zrealizować to noworoczne postanowienie. Wiem, że nie jestem wieloletnim bądź gruboportfelowym wyjadaczem w tej dziedzinie, jednak według mnie po kilku udzielonych pożyczkach i wykazaniu coraz większego zaufania ze strony Pożyczkodawcy, PB powinien okazać choć odrobinę szczerości lub posłużyć się instynktem samozachowawczym, by nie dopuścić do utraty stałego, elastycznego w zasadach dla stałych klientów, partnera.

Niestety jest to niebywale trudne do wykonania dla moich klientów. Cóż, wygląda na to, iż ten rok jednak zamknę dosyć duża stratą...

Pozdrawiam,
M.

wtorek, 2 lutego 2010

Sprawozdanko nr 1. Styczeń

Witam,

Nadszedł czas miesięcznego podsumowania poczynionych kroków w zakresie realizacji postanowień noworocznych. Ponieważ tematyka tego blogu obejmuje bardziej moje życie zawodowe, tak więc poniżej przedstawiam Wam wspomniane sprawozdanie z realizacji planu w zakresie tej tematyki.

B. Na polu zawodowym:
1. Przygotowanie do otwarcia firmy: Opracowałem koncepcję przedsiębiorstwa w oparciu o informacje w zamieszczone w serwisie biznesprzewodnik.pl. Dodatkowo zająłem się analizą przewidywanych kosztów założenia firmy i jej późniejszego utrzymania. Wszystkie te cele mam zamiar kontynuować w następnym miesiącu.
2. Regularne oszczędzanie: To postanowienie realizuję z żelazną konsekwencją. W ciągu tego miesiąca otrzymałem kilka propozycji dodatkowego zarobku. Zalecenia: Kontynuować oszczędzanie wg ustalonych kryteriów.
3. Zarobić 500PLN na SocLen: W obecnym momencie jestem w trakcie realizacji tego zamierzenia. Nawiązałem stałą współpracę z jednym z Pożyczkobiorców.
Zalecenie na luty: postarać się nawiązać stałą współpracę z jeszcze jednym klientem. Zwiększyć udział pożyczek długoterminowych w całości udzielanych pożyczek.
4. Opracowanie projektu budowlanego swojego domu: Wykonałem kilka telefonów w celu zdobycia przykładowych projektów domów (ich remontów). Dzięki tym działaniom uzyskałem kontakt do bardzo doświadczonego specjalisty-architekta, który zaoferował swoją pomoc przy realizacji tego przedsięwzięcia.
Zalecenia na luty: Opracować koncepcję rozwiązania remontu poddasza i sporządzić listę punktów priorytetowych do wykonania. Umówić się na spotkanie ze specjalistą. Przeprowadzić pierwszą wstępną rozmowę w celu zgromadzenia potrzebnych danych do sporządzenia projektu.
5. Praca w budownictwie: Brak postępów. Zalecenia: Wysłać CV do minimum 5 pracodawców.
6. Napiszę minimum dwa artykuły: Obecnie jestem w trakcie pisania pierwszego w języku polskim artykułu na temat zabezpieczenia składowisk odpadów. Muszę jednak przyznać, że podobnie jak w przypadku celów osobistych, tak i tutaj motywacja spadała razem z upłwem dni miesiąca. W tym przypadku najbardziej wadzą mi te małe "pożeracze czasu" i zbyt duże poświęcanie czasu na pracę, która nie przybliża mnie do zamierzonego celu.
Zalecenia na następny miesiąc: Lepiej zorganizować pracę w Zakładzie, by wracać wcześniej do domu. Po powrocie do domu powinienem zajmować się najpierw sprawami ważnymi tj. doktoratem i artykułami, a dopiero potem brać się za rozrywkę. W lutym (pod koniec) chciałbym, aby mój artykuł miał opracowaną większą część tekstu.
7. Otwarcie przewodu doktorskiego: Do tego konieczna jest równoczesna realizacja dwóch założeń powyżej. Kilka godzin w styczniu poświęciłem także na przygotowanie uzasadnienia i opisu mojego doktoratu. Tak więc w lutym, im bardziej pchnę pracę nad swoimi artykułami do przodu, tym bardziej przybliżę się do otwarcia doktoratu. Dodatkowo w lutym powinienem mieć pełną specyfikację sprzętu, który konieczny jest do prowadzenia badań.

Jak możecie łatwo zauważyć, większość z moich postanowień nie umożliwia ich pełnej realizacji już w styczniu. Miniony miesiąc - przyznaję szczerze - nie był zbyt dobrze zorganizowanym. Z początku motywacja, dobre chęci i ochota były na bardzo wysokim poziomie. Dopiero z czasem niestety okazało się, że najgorszy jest koniec miesiąca - pomału (największy kryzys miałem w trzecim tygodniu) ochota do pracy nad sobą spada. Nie potraktujcie tego jako usprawiedliwienie, ale uważam że duży na to wpływ miała pogoda - bardzo niskie temperatury odbierały mi chęć nie tylko do biegania ale i wytężonego wysiłku umysłowego.

Mimo wszystko na pewnym polach udało mi się osiągnąć postępy, co bardzo mnie cieszy. Jestem z siebie umiarkowanie zadowolony i pomijając porażki ostatniego miesiąca patrzę z optymizmem na luty. Wykonując wspomniane podsumowanie pokusiłem się także o kilka wskazówek dla siebie, w jaki prosty sposób mogę poprawić realizację tych celów.

Dzięki za uwagę i do usłyszenia.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Przygotowanie do otwarcia firmy - moje rozważania o biznesie

Jak mogliście przeczytać, wśród moich postanowień noworocznych znalazła się pozycja o przygotowaniach do założenia firmy, a jeśli będzie to możliwe, to również jej założenia.

Moje rozmyślania o przyszłości, przede wszystkim niezależności finansowej wiążą się z koniecznością założenia własnej działalności gospodarczej. Wśród wszystkich możliwych ścieżek rozwoju kariery, uważam że właśnie bycie na swoim (przy jednoczesnym zachowaniu obecnego stanowiska) pozwala wytworzyć dodatkowy przychód. Powstały w ten sposób dochód, mimo iż cały czas będzie należał do "czynnych", pozwoli na złapanie oddechu finansowego i - w dalszej perspektywie - dalszy rozwój tejże działalności.

O właśnie takim rozwiązaniu marzyłem już od mniej więcej czterech, pięciu lat. W czasie studiów, gdy pracowałem w restauracji Pizza Hut, nauczyłem się co oznacza praca i zarządzanie przedsiębiorstwem, którego głównym źródłem dochodu jest sprzedaż bądź usługi. Chciałbym powiedzieć, że nie obawiam się prowadzenia właśnie takiej formy działalności - usługowej, jednak prawda jest taka, że w innych dziedzinach nie mam doświadczenia, ani tymbardziej renomy, umożliwiającego mi tylko oczekiwanie na zgłaszanie się klientów.

Jak słusznie zauważa autor serwisu biznesprzewodnik, przed otwarciem własnego biznesu należy zadać sobie pytanie, co ja sam mogę zaoferować i jaki jest mój pomysł na biznes Historia ewolucji moich preferencji odnośnie formy prowadzonej działalności wygląda równie burzliwie jak Historia Rewolucji Francuskiej. Na samym początku - świadom swojego braku doświadczenia w zarządzaniu przedsiębiorstwem - byłem mocno zdecydowany wejść we współpracę franczyzową i o tym dziś chciałbym Wam trochę opowiedzieć.

Franczyza jest formą współpracy pomiędzy dwoma podmiotami gospodarczymi, z których jeden życza swojej marki oraz przekazuje drugiemu wiedzę i wszelkie konieczne informacje za określoną cenę. Najczęściej jest to opłata licencyjna na wejście, a w dalszej perspektywie opłata marketingowa i określony procent zysku przekazywany na rzeczy Franczyzodawcy. Poza know-how franczyzobiora uzyskuje również pomoc w rozwiązywaniu formalności, reklamie, wdrozeniu systemów jakości. Negatywną stroną franczyzy jest konieczność podporządkowania się określonym standardom i wymogom, które narzuca franczyzodawca. Dotyczą one nie tylko wyglądu salonu, ale np. wyposażenia sklepu, wyboru dostawców itd. W dodatku bardzo często zdarza się, że zakazane jest zatrudnianie członków własnej rodziny w firmie na zasadach franczyzy. Mimo tego osobiście franczyzę uważam za korzystną i opłacalną, zwłaszcza dla osób o małym doświadczeniu menadżerskim.

Jedną z moich cech jest chęć pomagania innym . Lubię mieć świadomość, że komuś pomogłem, albo że dzięki mnie komuś innemu będzie lżej. Dlatego po kilku nietrafionych pomysłach postawiłem na współpracę z firmą MBEtc. Firma ta prowadzi działalność usługową skierowaną do przedsiębiorstw chcących założyć działalność pod adresem punktu MBE, nadać lub odebrać przesyłkę kurierską o dowolnej porze i wiele innych. Po krótkim spotkaniu informacyjnym byłem bardzo mocno zmotywowany do dalszego oszczędzania na kapitał potrzebny do otwarcia tego typu placówki. Powinniście wiedzieć, że do otwarcia tego typu jednostki franczyzowej potrzeba w granicach 50 - 130 tyś. złotych. O szczegółach rozmów i charakteru działalności nie mogę mówić, ze względu na zobowiązanie do zachowania tajemnicy powierzonych mi informacji.

Muszę przyznać, że taki pomysł świadczenia usług na rzecz biznesu bardzo mi się spodobał. Pozwala pomagać ludziom w bardzo ważnej sferze życia - zawodowego. Pomysł spodobał mi się na tyle, że już od dłuższego czasu opracowuję strategię otwarcia firmy pozwalającej zarejestrować działalność gospodarczą pod adresem mojej placówki. W kilku następnych postach postaram się Wam przybliżyć moje przygotowania do otwarcia tego typu placówki.

Życzę miłego dnia i pozdrawiam,
M.

P.S. Gdybyście chcieli przeczytać w jaki sposób kształtuje się droga od pomysłu na biznes do jego realizacji, polecam wspomniany już wyżej biznesprzewodnik.pl, a zwłaszcza artykuł "Od pomysłu do koncepcji", link.

czwartek, 21 stycznia 2010

Czym są fundusze celowe i OFC?

Witam,

Wśród kilku moich znajomych, którzy czytają ten blog pojawiły się wątpliwości gdy kilka wpisów temu wspomniałem o oszczędzaniu i inwestowaniu pieniędzy. We wpisie pojawiły się zapisy o funduszach celowych. Nie ukrywam, to na wyrost nazwane ale jednak jak sama nazwa wskazuje, są to fundusze na których zbieram na jeden konkretny cel.

Idea tego pomysłu nie należy do mnie, rozwiązanie to stosował (jeśli dalej nie stosuje) Bank Rezerw Federalnych, na którego czele w tym okresie stał Alan Greenspan. Idea Oprocentowania Funduszy Celowych opiera się na złożeniu, iż każdy wydatek nie będący inwestycyjnym lub nie przeznaczany na spłatę długu narodowego - zazwyczaj przedwyborczy i wyborczy pomysł polityków, wcześniej nieprzemyślane wydatki socjalne lub działania dążące do zwiększenia konsumpcji - wymagał wcześniejszego (przed wydatkowaniem) opłacenia do FED. Nie był to oczywiście duży procent, miał jedynie służyć jak największemu ograniczaniu pieniędzy, które nie przynoszą korzyści dla systemu ekonomicznego. Bank Federalny wykorzystywał te środki do regulacji ilości pieniądza na rynku - odkupował rządowe papiery dłużne, by w prosty sposób wycofać nadwyżki pieniędzy (tworzące inflację). Dodatkowo wypracowany w ten sposób zysk służył FED jako źródło finansowania działalności.

W moim wykonaniu wygląda to trochę inaczej. Przede wszystkim stawka Oprocentowania Funduszy Celowych wynosi zdecydowanie więcej niż w przypadku USA. Od początku jej ustanowienia, czyli około 12 miesięcy ewaluowała od 1,25% do 4,75% wpływów netto. Ustanowiona rezerwa ma za zadanie wygenerować miesięczne oszczędności, które po uzbieraniu ok 200PLN są przekazywane na Indywidualne Konto Emerytalne w celu zwiększenia mojego bezpieczeństwa emerytalnego. W ten sposób już od roku udało mi się oszczędzić około 2000PLN, wliczając w to także wcześniejsze emerytalne oszczędności.

Do pakietu oszczędnościowo inwestycyjnego zaliczają się także:

  1. I Fundusz Celowy: Firmowy - dla oszczędzania na założenie własnej firmy
  2. II Fundusz Celowy: Remontowy - stworzony w celu oszczędzania na remont domu
  3. III Fundusz Celowy: Rachunkowy - dla opłat na rachunki i ustanowienia rezerwy na czarną
    godzinę
  4. IV FC: Soclen - dla zbierania środków na inwestycje kapitałowe.

Odkąd otrzymuję stałą pensję (w oparciu o etat, a nie wypracowaną liczbę godzin)zmniejszyłem ilość funduszy celowych do 3, przy czym wpłaty nie są określone procentowo od wpływu na konto. Wśród wymienionych funduszy zlikwidowałem Rachunkowy i Soclen. W obecnej chwili, rachunki opłacam ryczałtem (stała kwota 250PLN) a działalność na SocLen finansuję tylko i wyłącznie z zysków na nim wypracowanych. Od ponad miesiąca w zestawieniu pojawił się nowy fundusz, na który oszczędzanie przebiga dosyć dynamicznie - nazwałem go "BiM", ma priorytet przed wszystkimi pozostałymi (poza OFC). Opłaty wyliczane są następująco:

OFC: 4,75% pensji netto,
BiM: 5.25% pensji brutto,
Firma: 3,25% pensji netto,
Remont: 3,75% pensji netto.

W przypadku wpływów stałych, np. z umów o pracę, odprowadzam wszystkie składki. Dla pozostałych przychodów odprowadzam wszystkie wymienione składki przemnożone 2x.

Mam nadzieję, że wyjaśniłem Wam wszystkie wątpliwości, jednak gdybyście mieli jakiekolwiek wątpliwości - piszcie od razu wyjaśnie. Wskazówki są niezmiernie mile widziane.

Pozdrawiam,
M.

wtorek, 19 stycznia 2010

Dyscyplina zebrań czyli Poradnik Balcerowicza dla korporacji ;)

Witam,

Obecnie, w wolnych chwilach relaksu. czytam książkę (prezent gwiazdkowy, sam wybierałem :D) autorstwa Jerzego Baczyńskiego "Leszek Balcerowicz - 800 dni, krótka historia wielkiej zmiany 1989 - 1991". Książka ta jest dla mnie interesująca, gdyż opisuje bardzo ciekawy i wzbudzający wśród dużej grupy społecznej mieszane uczucia, okres. Dzisiejszy wpis powstał właśnie pod jej inspiracją, a dokładniej pod wrażeniem jakie wzbudza we mnie dyscyplina z jaką postępował w trakcie wielu spotkań profesor Leszek Balcerowicz. Wiedząc jak wyglądają spotkania i narady w wielkich korporacjach lub w administracji państwowej, przyszedł mi do głowy właśnie taki (wymowny) tytuł bloga.

Profesor Leszek Balcerowicz, w okresie sprawowania urzędu ministra finansów, wyjątkowo gorącym ze względu na olbrzymią ilość spotkań, negocjacji i uzgodnień dotyczących reform gospodarczych, musiał stosować "dość surową dyscyplinę zebrań". I tak:

1. Zebranie miało określony wymiar czasu
2. Przed spotkaniem należy ustalić zestaw spraw do omówienia.
3. W przypadku rozważania określonego problemu, należało postępować wg procedury:
3.1. definicja kwestii decyzyjnej (czego ona dotyczy),
3.2. określenie wariantów rozwiązania problemu,
3,3, porównanie zaproponowanych rozwiązań problemu,
3.4. dojście do projektu decyzji.

Osobiście podpisuję się pod tymi punktami w stu procentach. Podobnie jak zauważa prof. Balcerowicz ja też uważam,że w niektórych sytuacjach największą słabością spotkań, narad, zebrań jest ich nieuporządkowana struktura dyskusji. Bardzo często u nas w Zakładzie w trakcie rozmowy nad jednym tematem nagle ktoś (czasem znudzony, lub nie rozumiejący stanu rzeczy) porusza zupełnie inny, lub po prostu zaczynamy rozmawiań o dupie maryny.

Wydaje mi się, że właściwa organizacja i przebieg spotkań zależy nie tylko od właściwego uporządkowania dyskusji, ale też od charakteru ludzi biorących udział w spotkaniu. Na spotkaniach "Rady Nadzorczej" mojego Zakładu pracy, bardzo często pojawiają się wypowiedzi, które zupełnie nie mają nic wspólnego z prowadzoną dyskusją, a mają na celu jedynie zaznaczenie obecności danego dyskutanta, jest swoistym popisywaniem się przed pozostałymi pracownikami, bądź próbą wybicia się ponad "ogół". Najśmieszniejsze w takim zachowaniu jest to, że zazwyczaj "uczestnik" nie zna się na temacie danej prezentacji lub owianym problemie, a mimo to uracza towarzystwo swoimi teoriami. O ile w przypadku dyrektorów i kierowników poszczególnych działów ich niewiedza jest wybaczalna, gdyż są "świadomie niekompetentni" (lub po prostu każdy się ich boi), lub zadają pytania tzw. pedagogiczne, na które sami znają odpowiedź, potwierdzając tym samym swoją kompetencję.


To tyle na dziś, dzięki za wysłuchanie. Już niedługo będziecie mogli przeczytać krótki raport z miesięcznej realizacji moich noworocznych postanowień.

Gorąco Zapraszam,
M.

piątek, 8 stycznia 2010

Moje postanowienia noworoczne (2010)

Witam w Nowym Roku!

W końcu, po tylu dniach nieobecności i ciężkich rozmyślań mogę Was powitać w Nowym Roku 2010! Z powitaniem przesyłam również życzenia wszystkiego dobrego, szczęścia i jak napisała to Gazeta:


"Żeby Świat nas w gospodarce dogonić nie był w stanie, a poza tym: oświadczyn (przyp. red.), nowych dzieci, wnuków i innych przyjemności z życia"


Teraz przejdźmy do pierwszej powinności w Nowym Roku.

Podobnie jak w latach poprzednich już od dłuższego czasu myślałem o swoich Postanowieniach Noworocznych i wreszcie znalazłem chwilę żeby to Wam ogłosić. W przypadku tego roku, muszę przyznać po raz pierwszy, pojawiły się problemy ze zdecydowaniem o priorytetach i celach jakie chciałbym osiągnąć. Podstawowy polagał przede wszystkim na tym, że w tym roku chcę zrobić dużo rzeczy, co budzi moje obawy czy przypadkiem nie chcę złapać za dużo srok za ogon jednocześnie. Koniec końców jednak zdecydowałem, że "wezmę się za siebie" i ten Nowy Rok uczynię o wiele lepiej zorganizowanym. W wyniku tej decyzji powiększyłem listę zadań dla każdej z kategorii - w tym roku będzie tych zadań zamiast 10 - 14 (łącznie).

Wśród moich założeń wyszczególniłem - jak co roku - dwie kategorie zadań. Pierwsze są związane z życiem zawodowym - moją pracą asystenta i związanym z nią rozwojem zawodowym oraz prowadzoną działalnością pozazawodową. Drugą grupą są zadania dotyczące mojego prywatnego życia.
Poniżej możecie przeczytać wszystkie postanowienia. Ułożone są od tych najmniej ważnych do najważniejszych.

Postanowienia noworoczne - Zawodowe:
1. Przygotuję się do założenia firmy, a jeśli będę gotowy to ją założę,
2. Będę regularnie oszczędzał na emeryturę i pozostałe fundusze celowe,
3. Zarobię 500PLN z działalności w SocialLending,
4. Opracuję projekt budowlany remontu swojego domu,
5. Znajdę pracę w budownictwie,
6. Napiszę minimum dwa artykuły na temat mojego doktoratu,
7. Otworzę przewód doktorski.

Postanowienia noworoczne - Osobiste:
1. Będę regularnie (min. 2 razy w tygodniu) umieszczał wpisy na blogu,
2. Będę zdrowo się odżywiał, porzucę częste jedzenie w fast foodach,
3. Będę biegał 4 razy w tygodniu,
4. Będę pił nie więcej niż 4 kawy dziennie,
5. W dni pracujące będę wcześnie chodził spać i wstawał przed 6.30, a w weekendy przed 8.30 (nie dotyczy Nowego Roku i Bożego Narodzenia),
6. Odwiedzę z Dziewczyną Tunezję,
7. Tę wiadomość na prośbę i sugestię pierwszych czytelników szyfruję... :).

Wiem, że realizacja tych zadań może być trudna, zwłaszcza jeśli chodzi o życie zawodowe, jednak chcę tego wszystkiego dokonać. W tym celu zobowiązuję się informować o realizacji tych zadań, np. co zrobiłem by w danym miesiącu znaleźć pracę?, albo jak często jadłem w McDO lub kupowałem pizzę. Myślę, że niedługo też będziecie mogli przeczytać kilka wpisów na temat zdrowego odżywiania. Z upływem roku rozliczajcie mnie proszę z ich realizacji. Wasza pomoc i ocena - nawet bardzo krytyczna jest bardzo ważna. To dzięki Wam będę świadom moich zobowiązań i postanowień, dzięki czemu ich realizacja będzie łatwiejsza.

Pozdrawiam,
Autor Bloga.