poniedziałek, 25 stycznia 2010
Przygotowanie do otwarcia firmy - moje rozważania o biznesie
Moje rozmyślania o przyszłości, przede wszystkim niezależności finansowej wiążą się z koniecznością założenia własnej działalności gospodarczej. Wśród wszystkich możliwych ścieżek rozwoju kariery, uważam że właśnie bycie na swoim (przy jednoczesnym zachowaniu obecnego stanowiska) pozwala wytworzyć dodatkowy przychód. Powstały w ten sposób dochód, mimo iż cały czas będzie należał do "czynnych", pozwoli na złapanie oddechu finansowego i - w dalszej perspektywie - dalszy rozwój tejże działalności.
O właśnie takim rozwiązaniu marzyłem już od mniej więcej czterech, pięciu lat. W czasie studiów, gdy pracowałem w restauracji Pizza Hut, nauczyłem się co oznacza praca i zarządzanie przedsiębiorstwem, którego głównym źródłem dochodu jest sprzedaż bądź usługi. Chciałbym powiedzieć, że nie obawiam się prowadzenia właśnie takiej formy działalności - usługowej, jednak prawda jest taka, że w innych dziedzinach nie mam doświadczenia, ani tymbardziej renomy, umożliwiającego mi tylko oczekiwanie na zgłaszanie się klientów.
Jak słusznie zauważa autor serwisu biznesprzewodnik, przed otwarciem własnego biznesu należy zadać sobie pytanie, co ja sam mogę zaoferować i jaki jest mój pomysł na biznes Historia ewolucji moich preferencji odnośnie formy prowadzonej działalności wygląda równie burzliwie jak Historia Rewolucji Francuskiej. Na samym początku - świadom swojego braku doświadczenia w zarządzaniu przedsiębiorstwem - byłem mocno zdecydowany wejść we współpracę franczyzową i o tym dziś chciałbym Wam trochę opowiedzieć.
Franczyza jest formą współpracy pomiędzy dwoma podmiotami gospodarczymi, z których jeden życza swojej marki oraz przekazuje drugiemu wiedzę i wszelkie konieczne informacje za określoną cenę. Najczęściej jest to opłata licencyjna na wejście, a w dalszej perspektywie opłata marketingowa i określony procent zysku przekazywany na rzeczy Franczyzodawcy. Poza know-how franczyzobiora uzyskuje również pomoc w rozwiązywaniu formalności, reklamie, wdrozeniu systemów jakości. Negatywną stroną franczyzy jest konieczność podporządkowania się określonym standardom i wymogom, które narzuca franczyzodawca. Dotyczą one nie tylko wyglądu salonu, ale np. wyposażenia sklepu, wyboru dostawców itd. W dodatku bardzo często zdarza się, że zakazane jest zatrudnianie członków własnej rodziny w firmie na zasadach franczyzy. Mimo tego osobiście franczyzę uważam za korzystną i opłacalną, zwłaszcza dla osób o małym doświadczeniu menadżerskim.
Jedną z moich cech jest chęć pomagania innym . Lubię mieć świadomość, że komuś pomogłem, albo że dzięki mnie komuś innemu będzie lżej. Dlatego po kilku nietrafionych pomysłach postawiłem na współpracę z firmą MBEtc. Firma ta prowadzi działalność usługową skierowaną do przedsiębiorstw chcących założyć działalność pod adresem punktu MBE, nadać lub odebrać przesyłkę kurierską o dowolnej porze i wiele innych. Po krótkim spotkaniu informacyjnym byłem bardzo mocno zmotywowany do dalszego oszczędzania na kapitał potrzebny do otwarcia tego typu placówki. Powinniście wiedzieć, że do otwarcia tego typu jednostki franczyzowej potrzeba w granicach 50 - 130 tyś. złotych. O szczegółach rozmów i charakteru działalności nie mogę mówić, ze względu na zobowiązanie do zachowania tajemnicy powierzonych mi informacji.
Muszę przyznać, że taki pomysł świadczenia usług na rzecz biznesu bardzo mi się spodobał. Pozwala pomagać ludziom w bardzo ważnej sferze życia - zawodowego. Pomysł spodobał mi się na tyle, że już od dłuższego czasu opracowuję strategię otwarcia firmy pozwalającej zarejestrować działalność gospodarczą pod adresem mojej placówki. W kilku następnych postach postaram się Wam przybliżyć moje przygotowania do otwarcia tego typu placówki.
Życzę miłego dnia i pozdrawiam,
M.
P.S. Gdybyście chcieli przeczytać w jaki sposób kształtuje się droga od pomysłu na biznes do jego realizacji, polecam wspomniany już wyżej biznesprzewodnik.pl, a zwłaszcza artykuł "Od pomysłu do koncepcji", link.
czwartek, 21 stycznia 2010
Czym są fundusze celowe i OFC?
Wśród kilku moich znajomych, którzy czytają ten blog pojawiły się wątpliwości gdy kilka wpisów temu wspomniałem o oszczędzaniu i inwestowaniu pieniędzy. We wpisie pojawiły się zapisy o funduszach celowych. Nie ukrywam, to na wyrost nazwane ale jednak jak sama nazwa wskazuje, są to fundusze na których zbieram na jeden konkretny cel.
Idea tego pomysłu nie należy do mnie, rozwiązanie to stosował (jeśli dalej nie stosuje) Bank Rezerw Federalnych, na którego czele w tym okresie stał Alan Greenspan. Idea Oprocentowania Funduszy Celowych opiera się na złożeniu, iż każdy wydatek nie będący inwestycyjnym lub nie przeznaczany na spłatę długu narodowego - zazwyczaj przedwyborczy i wyborczy pomysł polityków, wcześniej nieprzemyślane wydatki socjalne lub działania dążące do zwiększenia konsumpcji - wymagał wcześniejszego (przed wydatkowaniem) opłacenia do FED. Nie był to oczywiście duży procent, miał jedynie służyć jak największemu ograniczaniu pieniędzy, które nie przynoszą korzyści dla systemu ekonomicznego. Bank Federalny wykorzystywał te środki do regulacji ilości pieniądza na rynku - odkupował rządowe papiery dłużne, by w prosty sposób wycofać nadwyżki pieniędzy (tworzące inflację). Dodatkowo wypracowany w ten sposób zysk służył FED jako źródło finansowania działalności.
W moim wykonaniu wygląda to trochę inaczej. Przede wszystkim stawka Oprocentowania Funduszy Celowych wynosi zdecydowanie więcej niż w przypadku USA. Od początku jej ustanowienia, czyli około 12 miesięcy ewaluowała od 1,25% do 4,75% wpływów netto. Ustanowiona rezerwa ma za zadanie wygenerować miesięczne oszczędności, które po uzbieraniu ok 200PLN są przekazywane na Indywidualne Konto Emerytalne w celu zwiększenia mojego bezpieczeństwa emerytalnego. W ten sposób już od roku udało mi się oszczędzić około 2000PLN, wliczając w to także wcześniejsze emerytalne oszczędności.
Do pakietu oszczędnościowo inwestycyjnego zaliczają się także:
- I Fundusz Celowy: Firmowy - dla oszczędzania na założenie własnej firmy
- II Fundusz Celowy: Remontowy - stworzony w celu oszczędzania na remont domu
- III Fundusz Celowy: Rachunkowy - dla opłat na rachunki i ustanowienia rezerwy na czarną
godzinę - IV FC: Soclen - dla zbierania środków na inwestycje kapitałowe.
Odkąd otrzymuję stałą pensję (w oparciu o etat, a nie wypracowaną liczbę godzin)zmniejszyłem ilość funduszy celowych do 3, przy czym wpłaty nie są określone procentowo od wpływu na konto. Wśród wymienionych funduszy zlikwidowałem Rachunkowy i Soclen. W obecnej chwili, rachunki opłacam ryczałtem (stała kwota 250PLN) a działalność na SocLen finansuję tylko i wyłącznie z zysków na nim wypracowanych. Od ponad miesiąca w zestawieniu pojawił się nowy fundusz, na który oszczędzanie przebiga dosyć dynamicznie - nazwałem go "BiM", ma priorytet przed wszystkimi pozostałymi (poza OFC). Opłaty wyliczane są następująco:
OFC: 4,75% pensji netto,
BiM: 5.25% pensji brutto,
Firma: 3,25% pensji netto,
Remont: 3,75% pensji netto.
W przypadku wpływów stałych, np. z umów o pracę, odprowadzam wszystkie składki. Dla pozostałych przychodów odprowadzam wszystkie wymienione składki przemnożone 2x.
Mam nadzieję, że wyjaśniłem Wam wszystkie wątpliwości, jednak gdybyście mieli jakiekolwiek wątpliwości - piszcie od razu wyjaśnie. Wskazówki są niezmiernie mile widziane.
Pozdrawiam,
M.
wtorek, 19 stycznia 2010
Dyscyplina zebrań czyli Poradnik Balcerowicza dla korporacji ;)
Obecnie, w wolnych chwilach relaksu. czytam książkę (prezent gwiazdkowy, sam wybierałem :D) autorstwa Jerzego Baczyńskiego "Leszek Balcerowicz - 800 dni, krótka historia wielkiej zmiany 1989 - 1991". Książka ta jest dla mnie interesująca, gdyż opisuje bardzo ciekawy i wzbudzający wśród dużej grupy społecznej mieszane uczucia, okres. Dzisiejszy wpis powstał właśnie pod jej inspiracją, a dokładniej pod wrażeniem jakie wzbudza we mnie dyscyplina z jaką postępował w trakcie wielu spotkań profesor Leszek Balcerowicz. Wiedząc jak wyglądają spotkania i narady w wielkich korporacjach lub w administracji państwowej, przyszedł mi do głowy właśnie taki (wymowny) tytuł bloga.
Profesor Leszek Balcerowicz, w okresie sprawowania urzędu ministra finansów, wyjątkowo gorącym ze względu na olbrzymią ilość spotkań, negocjacji i uzgodnień dotyczących reform gospodarczych, musiał stosować "dość surową dyscyplinę zebrań". I tak:
1. Zebranie miało określony wymiar czasu
2. Przed spotkaniem należy ustalić zestaw spraw do omówienia.
3. W przypadku rozważania określonego problemu, należało postępować wg procedury:
3.1. definicja kwestii decyzyjnej (czego ona dotyczy),
3.2. określenie wariantów rozwiązania problemu,
3,3, porównanie zaproponowanych rozwiązań problemu,
3.4. dojście do projektu decyzji.
Osobiście podpisuję się pod tymi punktami w stu procentach. Podobnie jak zauważa prof. Balcerowicz ja też uważam,że w niektórych sytuacjach największą słabością spotkań, narad, zebrań jest ich nieuporządkowana struktura dyskusji. Bardzo często u nas w Zakładzie w trakcie rozmowy nad jednym tematem nagle ktoś (czasem znudzony, lub nie rozumiejący stanu rzeczy) porusza zupełnie inny, lub po prostu zaczynamy rozmawiań o dupie maryny.
Wydaje mi się, że właściwa organizacja i przebieg spotkań zależy nie tylko od właściwego uporządkowania dyskusji, ale też od charakteru ludzi biorących udział w spotkaniu. Na spotkaniach "Rady Nadzorczej" mojego Zakładu pracy, bardzo często pojawiają się wypowiedzi, które zupełnie nie mają nic wspólnego z prowadzoną dyskusją, a mają na celu jedynie zaznaczenie obecności danego dyskutanta, jest swoistym popisywaniem się przed pozostałymi pracownikami, bądź próbą wybicia się ponad "ogół". Najśmieszniejsze w takim zachowaniu jest to, że zazwyczaj "uczestnik" nie zna się na temacie danej prezentacji lub owianym problemie, a mimo to uracza towarzystwo swoimi teoriami. O ile w przypadku dyrektorów i kierowników poszczególnych działów ich niewiedza jest wybaczalna, gdyż są "świadomie niekompetentni" (lub po prostu każdy się ich boi), lub zadają pytania tzw. pedagogiczne, na które sami znają odpowiedź, potwierdzając tym samym swoją kompetencję.
To tyle na dziś, dzięki za wysłuchanie. Już niedługo będziecie mogli przeczytać krótki raport z miesięcznej realizacji moich noworocznych postanowień.
Gorąco Zapraszam,
M.
piątek, 8 stycznia 2010
Moje postanowienia noworoczne (2010)
W końcu, po tylu dniach nieobecności i ciężkich rozmyślań mogę Was powitać w Nowym Roku 2010! Z powitaniem przesyłam również życzenia wszystkiego dobrego, szczęścia i jak napisała to Gazeta:
"Żeby Świat nas w gospodarce dogonić nie był w stanie, a poza tym: oświadczyn (przyp. red.), nowych dzieci, wnuków i innych przyjemności z życia"
Teraz przejdźmy do pierwszej powinności w Nowym Roku.
Podobnie jak w latach poprzednich już od dłuższego czasu myślałem o swoich Postanowieniach Noworocznych i wreszcie znalazłem chwilę żeby to Wam ogłosić. W przypadku tego roku, muszę przyznać po raz pierwszy, pojawiły się problemy ze zdecydowaniem o priorytetach i celach jakie chciałbym osiągnąć. Podstawowy polagał przede wszystkim na tym, że w tym roku chcę zrobić dużo rzeczy, co budzi moje obawy czy przypadkiem nie chcę złapać za dużo srok za ogon jednocześnie. Koniec końców jednak zdecydowałem, że "wezmę się za siebie" i ten Nowy Rok uczynię o wiele lepiej zorganizowanym. W wyniku tej decyzji powiększyłem listę zadań dla każdej z kategorii - w tym roku będzie tych zadań zamiast 10 - 14 (łącznie).
Wśród moich założeń wyszczególniłem - jak co roku - dwie kategorie zadań. Pierwsze są związane z życiem zawodowym - moją pracą asystenta i związanym z nią rozwojem zawodowym oraz prowadzoną działalnością pozazawodową. Drugą grupą są zadania dotyczące mojego prywatnego życia.
Poniżej możecie przeczytać wszystkie postanowienia. Ułożone są od tych najmniej ważnych do najważniejszych.
Postanowienia noworoczne - Zawodowe:
1. Przygotuję się do założenia firmy, a jeśli będę gotowy to ją założę,
2. Będę regularnie oszczędzał na emeryturę i pozostałe fundusze celowe,
3. Zarobię 500PLN z działalności w SocialLending,
4. Opracuję projekt budowlany remontu swojego domu,
5. Znajdę pracę w budownictwie,
6. Napiszę minimum dwa artykuły na temat mojego doktoratu,
7. Otworzę przewód doktorski.
Postanowienia noworoczne - Osobiste:
1. Będę regularnie (min. 2 razy w tygodniu) umieszczał wpisy na blogu,
2. Będę zdrowo się odżywiał, porzucę częste jedzenie w fast foodach,
3. Będę biegał 4 razy w tygodniu,
4. Będę pił nie więcej niż 4 kawy dziennie,
5. W dni pracujące będę wcześnie chodził spać i wstawał przed 6.30, a w weekendy przed 8.30 (nie dotyczy Nowego Roku i Bożego Narodzenia),
6. Odwiedzę z Dziewczyną Tunezję,
7. Tę wiadomość na prośbę i sugestię pierwszych czytelników szyfruję... :).
Wiem, że realizacja tych zadań może być trudna, zwłaszcza jeśli chodzi o życie zawodowe, jednak chcę tego wszystkiego dokonać. W tym celu zobowiązuję się informować o realizacji tych zadań, np. co zrobiłem by w danym miesiącu znaleźć pracę?, albo jak często jadłem w McDO lub kupowałem pizzę. Myślę, że niedługo też będziecie mogli przeczytać kilka wpisów na temat zdrowego odżywiania. Z upływem roku rozliczajcie mnie proszę z ich realizacji. Wasza pomoc i ocena - nawet bardzo krytyczna jest bardzo ważna. To dzięki Wam będę świadom moich zobowiązań i postanowień, dzięki czemu ich realizacja będzie łatwiejsza.
Pozdrawiam,
Autor Bloga.