poniedziałek, 22 lutego 2010

Europa - Grecja 0:1

Od dłuższego czasu można przeczytać w gazetach o wielkich problemach finansowych Grecji. Tak dużych, że zagraża to płynności finansowej całej Unii Europejskiej. Dochodzi do tego na dodatek problem i śledztwo dotyczące ukryca nadmiernego deficytu budżetowego Grecji w rok po przyjęciu Euro. Sprawa jest poważna, gdyż wiele krajów wycieńczonych jest pomocą swoim gospodarkom i całej Unii w walce ze spowolnieniem gospodarczym. Jest na tyle źle, że państwa członkowskie - a przynajmniej ich część - zastanawiają się i grożą Grecji wyrzuceniem z Unii. Tymczasem rząd w Atenach stoi w rozkroku pomiędzy groźbą zamieszek społecznych na myśl o drakońskich oszczędnościach i pakietach stabilizacyjnych, a pokusom poddania się "konsumpcji".

Gdy słyszę o takich rzeczach, zastanawiam się czy na tym świecie pozostał ktokolwiek z "Wielkich, Mądrych Głów" by móc temu zapobiec, zatrzymać tę wielką machinę oszustw i intryg. Postępowanie jednego czy drugiego amerykańskiego banku w sprawie zatajenia swoich strat jestem w stanie pojąć, bo to zwykła chciwość i brak szacunku do akcjonariuszy - po prosty podłość. Jednak gdy w ten sposób postępuje ząd grecki wobec wszystkich swoich partnerów w Europie jest to wyjątkowo haniebne i nosi znamiona szantażu.

Do pewnego czasu można było pomyśleć, że w Europie największymi cwaniakami są Włosi - dobrze znający się na mydleniu oczu i faulach taktycznych w chwilach największego zagrożenia. Okazuje się jednak, że sprytnych Włochów prześcignęli w chytrości Grecy. W chytrości i głupocie. O chytrości napiszę za chwilę, a teraz kilka słów o głupocie wynikającej z poczucia strachu. Przed czym? Przed tym, czego boi się każdy człowiek słabego charakteru - swojej oceny, gdy przyjdzie jego czas. Tak właśnie greccy politycy - czy to z lewa czy z prawa - gdy tylko obywatele strajkowali żądając podwyżek, potulnie podnosili pensje niezbyt martwiąc się mocno narastającym deficytem budżetowym i zadłużeniem państwa.

W momencie, gdy Grecja weszła do strefy euro w 2002r. i narzucono na nią dodatkowe przepisy i obowiązki audytu finansowego, rząd dokonał tzw. cross currency swap dzięki czemu sztucznie zaniżono deficyt, uspokajając Europejski Bank Centralny o swojej pozornej czystości. Normalnie - tak przynajmniej robi większość mafii na świecie - od momentu udanej ucieczki przed pojmaniem przez organa ścigania - próbują żyć uczciwie (w miarę możliwości, oczywiście, hadelek szmugielek odchodzą cały czas), Grecja nie wyniosła z tego nauczki i nadal się zadłużała spełniając "prośby" wszystkich grup zawodowych z prostytutkami na czele.

Gdy cała sprawa się rypła - czyli w momencie gdy zniecierpliwieni wierzyciele zaczęli się dopominać zwrotu pożyczonych pieniędzy - Grecja podniosła lament i zagroziła Unii, że jeśli ta jej nie pomoże Grecja wystąpi z UE. W dodatku postawiła warunek, że nie chce przyjmować trudnych warunków paktu stabilizacyjnego gospodarki. To trochę taka grecka tragedia. Unia cokolwiek uczyni postąpi źle, niemoralnie i wbrew swemu losowi.

Dzieje się tak dlatego z kilku powodów. Przede wszystkim, jeśli pomoże ogłupionej Grecji nie będzie to miało żadnego wpływu na postępowanie greckich polityków - za kilka lat schemat się powtórzy, uderzy zdwojoną siłą. Pomoc finansowa nie poparta działaniami rządu ateńskiego spowoduje przejedzenie pieniędzy i ostatecznie spowoduje pogłębienie kryzysu (obywatele są przyzwyczajeni do dużego konsumpcjonizmu, nie były im wpajane zasady akumulacji kapitału i oszczędzania). W przypadku, gdy Unia odmówi Grecji pomocy, może to skutkować albo jej zapaścią gospodarczą i całkowitym bankructwem co przy połączonych rynkach nie obędzie się bez wpływu na gospodarkę całej Unii, lub w ostateczności do wyjścia z UE Grecji. Unia działając w ten sposób zaprzeczy idei jedności w różnorodności, która od wielu lat jest jej hasłem przewodnim.

Moim zdaniem Unii w podjęciu decyzji może pomóc jedynie mocna kampania społeczna w Grecji. Sami Grecy już teraz upatrują w całej tej aferze działania na rzecz ich zniszczenia. Być może jest to dobry znak, bo dzięki temu społeczeństwo mogłoby się zjednoczyć i zacząć demonstracyjne okazywać przywiązanie do swojego bezmyślnego rządu. Grecja, poza drastycznymi reformami ekonomicznymi i wręcz rewolucją w administracji państwowej, wymaga także zmiany sposobu myślenia. Bez tej odnowy greckiej filozofii żadne z wprowadzanych zasad czy finansowych pomocy nie będą przynosiły efektu. Wręcz przeciwnie, Grecja może podzilić los Dodo.

Mam nadzieję, że podobne wnioski wysuną po analizie Greckiej Odysei XXIw. także regionalni politycy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz