kurs asertywności - 27,89% rocznie, pozbycie się karty kredytowej - bezcenne ;)
Witam,
W zeszłym tygodniu dokonałem rzeczy niezwykłej. W ramach racjonalizacji swoich wydatków, a co z tym związane zmniejszaniu wydatków stałych, zrezygnowałem z karty kredytowej. Nie byle jakiej, bo karty CITIBank Handlowy. Jeszcze do zeszłego tygodnia byłem szczęśliwym posiadaczem ROR ROR w Citi otworzyłem na próbę - jako stały klient Banku otrzymałem "indywidualną" ofertę (nomen omen skierowaną do setek innych wybranych - czytaj wszystkich - klientów) otwarcia rachunku bankowego ze zniesioną opłatą abonamentową. Kartę kredytową CITI otrzymałem na studiach, na 4. roku. Gdzieś w przelocie na stacji BP zaczepiła mnie miła pani proponując kartę. Na moją wyraźną informację o braku znaczących dochodów (średnio 500PLN miesięcznie), powiedziała mi że to nie ma znaczenia, że nie mam zdolności. Od ręki otrzymam limit 1000PLN (i dziw się człowieku, że w Stanach banki padały jak muchy!)
Muszę przyznać, że decyzja nie była łatwa, bo przez ostatnie 5 lat jej posiadania wielokrotnie okazała się bardzo przydatna. Mimo pewnych obaw o swoją przyszłość bez niej (sic!) i obecne poczucie pustki w portfelu, musiałem podjąć racjonalne decyzje. Mam jasno sprezyzowany cel, aby mieć możliwość zdobycia dużego kredytu remontowego. W szacowaniu zdolności kredytowej każdy bank bierze pod uwagę maksymalne dopuszczalne (a nie wykorzystane i rzeczywiście spłacane) limity na kartach kredytowych. Od dochodu netto odejmuje 10% tej kwoty, co w moim przypadku stanowi dosyć dużą kwotę. Właśnie przez limit na kartach (i niskie dochody) nie posiadam nawet znikomej zdolności kredytowej dla kredytów hipotecznych. Posłuchajcie więc, jak to się odbyło...
W Citi panuje bardzo profesjonalna i niezwykle uprzejma obsługa. Już przy wejściu powitała mnie pani (czyli tzw. Host), grzecznie pytając w czym może pomóc. Równie grzecznie odpowiedziałem, że chciałbym zamknąć swój rachunek osobisty i zlikwidować kartę kredytową. Na pytanie (będzie często się powtarzać w ciągu najbliższej godziny) czy na pewno jestem przekonany w tej sprawie pewnie odpowiedziałem, że tak. W ten sposób z kolejki zapowiadającej się na około godzinę oczekiwania przedostałem się do sekcji doradztwa klientowi. Tam urocza pani Host "przekazała" mnie kolejnej pracownicy banku (Doradca klienta). Po raz kolejny oświadczyłem, że chcę zamknąć rachunek (w czasie oczekiwania na doradcę, rozwiązałem telefonicznie umowę o kartę - tak poradziła mi witająca mnie ekpedientka-host).
Mój doradca - jak siebie określiła Pani widząca mnie pierwszy raz w życiu - zaczęła mi odradzać rozwiązywanie umowy, jednocześnie starając się odnaleźć w systemie formularz zamknięcia rachunku. Argumenty których użyła nie były złe. Oczywiście poza tymi w stylu - przecież to takie fajne konto - otrzymałem kilka rzetelnych informacji o tym, w jak wielu miejscach na świecie jest Citi i jak łatwo jest rozpoznawalny. Na wszystkie te sugestie odpowiadałem "nie, dziękuję".
Koniec końców otrzymałem potwierdzenie zamknięcia rachunku... Dwa dni później otrzymałem nową, wydaną dwa miesiące przed terminem ważności poprzedniej, kartę kredytową z prośbą o aktywację... No cóż, mój ex-Bank (ale dziwnie to brzmi w moim wykonaniu) bardzo cierpi z powodu naszego rozstania.
Pozdrawiam,
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz