Mimo przyjętej już trochę czasu temu praktyki w osobistych finansach , by nie pożyczać ponad stan, a przede wszystkim konsumpcji nie finansować z kredytów okazuje się, że nie tylko drobni ciułacze tacy jak ja mają z tym problem.
Przez ostatnich parę miesięcy - lub jak kto woli od pojawienia się problemów z Grecją - ciągle słychać krzyki, że jakieś Państwo ma niestabilną sytuację fiskalną. O ile w przypadku zwykłego Kowalskiego, Morrisa czy Smith'a problem rozwiązują prawnicy przy asyście policji, tak w przypadku takich Stanów Zjednoczonych lub Włoch, Portugalii, Irlandii i Grecji już nie jest to "proste".
Bardzo pobieżnie analizując problem, odnoszę wrażenie że o tych problemach zaczęliśmy mówić dopiero od momentu, gdy okazało się, że ciężka sytuacja banków inwestycyjnych (czytaj: dopuszczenie do ich bankructwa) może spowodować znaczące reperkusje na giełdach i upadek niektórych gospodarek. Mimo władowania po obu stronach Atlantyku biliardów dolarów w ratowanie sektora bankowego, teraz słyszmy, że bankructwo na nowo zaczyna być zagrożeniem. Tylko tym razem dla całych Narodów.
Pomijając niedawne obniżenie ratingu Stanów Zjednoczonych, już oficjalnie wszyscy mówią nie o planie Ratowania Grecji przed Bankructwem a bardziej kontrolowanego bankructwa. Słysząc kolejne wieści z frontu podejrzewam, że niedługo znów o nim usłyszymy.
Nie wiem co jest gorsze: ładować publiczne pieniądze w sektory korporacyjne, jednocześnie zadłużając się u coraz bardziej rosnących w siłę Chińczyków; czy pozwolić kilku grubasom mocno przywiązanym do swoich stołków i równie silnie skorumpowanych przez pieniądze (dwojakiego pochodzenia: chińskiego lub arabskiego) paść się bez żadnych konsekwencji co do podjętych decyzji.
Problemy Grecji wzięły się z demagogii polityków i niedostosowanego do tempa rozwoju kraju podnoszenia wydatków na cele socjalne. Sytuacja dzisiejsza to efekt nie dwóch-pięciu lat a kilku dekad zaniechań w oszczędzaniu i wielkich "społecznych" programów pomocowych. Kryzys bankowy wziął się (taka jest przynajmniej oficjalna wersja) z rosnących problemów finansowych drobnych ciułaczy. Wbrew pozorom te dwie strefy są ze sobą powiązane: po pierwsze dlatego, że sytuacja w kieszeni podatnika po wrzuceniu do jednego wora zbiera się na sporą część wpływów budżetowych - pośrednich i bezpośrednich. Nie można jednak powiedzieć, że to problem kilku Kowalskich, Smithów czy Jamesonów przyczynił się do tego, że mamy taką sytuację... Ktoś musiał im te kredyty podpisać, wyrazić zgodę na udzielenie pożyczki mimo niewystarczających dochodów.
Wcześniej, przed kryzysem bankowym, wszyscy taplaliśmy się w bogactwie i niekończącym się źródle środków finansowych. To oczywiście ułuda, którą masowo karmiły nas korporacje i finansowane przez te korporacje partie polityczne. Źródło pomału zaczęło wysychać - ciężka sytuacja na rynku i brak środków na finansowanie kolejnych zachcianek. Zabrakło już sposobów zrobienia z 1 dolara - 5. Prawdopodobnie na spotkaniu przy golfie albo na jakimś raucie, nawiązała się luźna rozmowa,o "dokapitalizowaniu" przez Państwo, mały kilkubiliardowy kredycik. I tak, od słowa do słowa, od jednego szczebla do drugiego, z wypowiedzianych słów stworzono i z powodzeniem wdrożono plan pozyskania środków, z których prawdopodobnie tylko część będzie trzeba oddać. Tylko część, ponieważ i tak dany bank ma miliardy obligacji dla podniesienia bezpieczeństwa swoich inwestycji...
Zaczęła działać olbrzymia maszyna korporacyjna. Cała. Wszystkie działy prężnie walczyły o przetrwanie, poruszono wszystkie możliwe sznurki, wydano olbrzymie kwoty na marketing i finansowanie przelotów polityków korporacyjnymi samolotami. W ten sposób Kongres Stanów Zjednoczonych sam podpisał swój wyrok - niebotyczne zwiększenie długu narodowego.
Pozdrawiam,
- a mój punkt widzenia pomału przesuwa się w kierunku Naiwnej demagogii.
Przez ostatnich parę miesięcy - lub jak kto woli od pojawienia się problemów z Grecją - ciągle słychać krzyki, że jakieś Państwo ma niestabilną sytuację fiskalną. O ile w przypadku zwykłego Kowalskiego, Morrisa czy Smith'a problem rozwiązują prawnicy przy asyście policji, tak w przypadku takich Stanów Zjednoczonych lub Włoch, Portugalii, Irlandii i Grecji już nie jest to "proste".
Bardzo pobieżnie analizując problem, odnoszę wrażenie że o tych problemach zaczęliśmy mówić dopiero od momentu, gdy okazało się, że ciężka sytuacja banków inwestycyjnych (czytaj: dopuszczenie do ich bankructwa) może spowodować znaczące reperkusje na giełdach i upadek niektórych gospodarek. Mimo władowania po obu stronach Atlantyku biliardów dolarów w ratowanie sektora bankowego, teraz słyszmy, że bankructwo na nowo zaczyna być zagrożeniem. Tylko tym razem dla całych Narodów.
Pomijając niedawne obniżenie ratingu Stanów Zjednoczonych, już oficjalnie wszyscy mówią nie o planie Ratowania Grecji przed Bankructwem a bardziej kontrolowanego bankructwa. Słysząc kolejne wieści z frontu podejrzewam, że niedługo znów o nim usłyszymy.
Nie wiem co jest gorsze: ładować publiczne pieniądze w sektory korporacyjne, jednocześnie zadłużając się u coraz bardziej rosnących w siłę Chińczyków; czy pozwolić kilku grubasom mocno przywiązanym do swoich stołków i równie silnie skorumpowanych przez pieniądze (dwojakiego pochodzenia: chińskiego lub arabskiego) paść się bez żadnych konsekwencji co do podjętych decyzji.
Problemy Grecji wzięły się z demagogii polityków i niedostosowanego do tempa rozwoju kraju podnoszenia wydatków na cele socjalne. Sytuacja dzisiejsza to efekt nie dwóch-pięciu lat a kilku dekad zaniechań w oszczędzaniu i wielkich "społecznych" programów pomocowych. Kryzys bankowy wziął się (taka jest przynajmniej oficjalna wersja) z rosnących problemów finansowych drobnych ciułaczy. Wbrew pozorom te dwie strefy są ze sobą powiązane: po pierwsze dlatego, że sytuacja w kieszeni podatnika po wrzuceniu do jednego wora zbiera się na sporą część wpływów budżetowych - pośrednich i bezpośrednich. Nie można jednak powiedzieć, że to problem kilku Kowalskich, Smithów czy Jamesonów przyczynił się do tego, że mamy taką sytuację... Ktoś musiał im te kredyty podpisać, wyrazić zgodę na udzielenie pożyczki mimo niewystarczających dochodów.
Wcześniej, przed kryzysem bankowym, wszyscy taplaliśmy się w bogactwie i niekończącym się źródle środków finansowych. To oczywiście ułuda, którą masowo karmiły nas korporacje i finansowane przez te korporacje partie polityczne. Źródło pomału zaczęło wysychać - ciężka sytuacja na rynku i brak środków na finansowanie kolejnych zachcianek. Zabrakło już sposobów zrobienia z 1 dolara - 5. Prawdopodobnie na spotkaniu przy golfie albo na jakimś raucie, nawiązała się luźna rozmowa,o "dokapitalizowaniu" przez Państwo, mały kilkubiliardowy kredycik. I tak, od słowa do słowa, od jednego szczebla do drugiego, z wypowiedzianych słów stworzono i z powodzeniem wdrożono plan pozyskania środków, z których prawdopodobnie tylko część będzie trzeba oddać. Tylko część, ponieważ i tak dany bank ma miliardy obligacji dla podniesienia bezpieczeństwa swoich inwestycji...
Zaczęła działać olbrzymia maszyna korporacyjna. Cała. Wszystkie działy prężnie walczyły o przetrwanie, poruszono wszystkie możliwe sznurki, wydano olbrzymie kwoty na marketing i finansowanie przelotów polityków korporacyjnymi samolotami. W ten sposób Kongres Stanów Zjednoczonych sam podpisał swój wyrok - niebotyczne zwiększenie długu narodowego.
Pozdrawiam,
- a mój punkt widzenia pomału przesuwa się w kierunku Naiwnej demagogii.