środa, 23 listopada 2011

Podatek Belki uszczelniamy...

...i według mnie dobrze!

We wtorek rząd przyjął ustawę okołobudżetową. Okołobudżetowa to dobre określenie - robi miejsce wokół budżetu Państwa. Trochę jak w trakcie remontu - od czasu do czasu warto trochę pozamiatać, bo można znaleźć zgubione śrubki, nakrętki czy nawet narzędzia :). Ustawa przede wszystkim zamraża płace w budżetówce utrzymując je na poziomie z roku 2011. Dodatkowo wprowadzone zostają podwyżki w akcyzie na paliwa i wyroby tytoniowe. To, co może zaboleć wszystkich oszczędzających to zmiany w ordynacji podatkowej. Rząd planuje zmianę zapisów dotyczących opodatkowania zysków od lokat bankowych, tzw. Podatku Belki, przez zmianę metody jego naliczania. Od teraz (tzn. 2012 roku) ma on być naliczany do pełnych groszy w górę.

Większość moich znajomych jest zdenerwowana. To co czytam na forach i w internecie, też nie pozostawia suchej nitki na postanowionych zmianach. Niektórzy zastanawiają się nawet, czy nie zostaną wycofane z oferty banków lokaty jednodniowe. Czemu? Bo według niektórych nieopłacalne jest - po uszczelnieniu podatku belki - zakładanie takiej lokaty. A ja uważam, że wręcz przeciwnie! Lokata jednodniowa ma zasadniczą zaletę - procent składany. 


Na szybko zestawiłem sobie porównanie zysków dla obydwóch lokat na przykładowo oszczędzanym 1000zł "na czarną godzinę". Założenia do obliczeń były następujące:


  1. Zysk z lokaty z kapitalizacją standardową wyliczyłem przy zastosowaniu dzielnika 365 i następnie przemnożeniu przez liczbę dni (bądź miesięcy). Każdy miesiąc ma 30dni, mnożna z wydzielenia przez 365 wynosić może maksymalnie 360.
    Bierze się to z tego, że lokaty standardowe mają wypłatę odsetek na koniec okresu oszczędnościowego.
  2. Lokata z kapitalizacją dzienną ma naliczane odsetki na koniec każdego dnia. Jest łącznie 365 dni składkowych w roku.
    Zysk wyliczany jest z dzielnikiem 365, jednak w porównaniu do lokaty standardowej rzeczywiście naliczane są odsetki za pełne 365 dni. 
  3. Zakładany okres oszczędzania to 3lata, oprocentowanie stałe wynosi 5% w skali roku. 
Wyniki nie pozostawiają złudzeń, ale wnioski wyciągnę na koniec. Poniżej przedstawiam zestawienie opłacalności lokaty z kapitalizacją na koniec okresu z kapitalizacją dzienną. 

Niby różnicy nie ma, bo odsetki wychodzą za jeden dzień dokładnie tyle samo. Jednak jak zobaczymy na rozliczenie miesięczne okazuje się, że jednak drobne odejścia od standardowego naliczania odsetek występują. Ale tak dobrze widać to dopiero na rozliczeniu rocznym - dzienna kapitalizacja 1000zł kapitału daje nam 1,27zł więcej  niż lokata standardowa. 

Może wydać się Wam to mało, ale pamiętajcie że jest to wyliczenie dla bardzo małej kwoty - o właśnie tyle rośnie nasz kapitał dla każdego zainwestowanego "tysiaka". To ważne, bo procent składany potrafi w bardzo prosty i bezpieczny sposób przyczynić się do zgromadzenia szczególnie dużych środków, np. na emeryturę. 

Zobaczcie, w jaki sposób na przeciągu 30 lat rosną roczne odsetki - z kwoty nieco ponad 51zł w pierwszym roku do kwoty 209zł w trzydziestym roku oszczędzania. A podatek? Oszczędzając na Indywidualnym Koncie Emerytalnym można uniknąć płacenia podatku Belki! Być może uszczelnienie systemu przestanie wprowadzać ludzi w błąd, gdy widzą magiczne 7,5% albo 8% w skali roku? 

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Jesteśmy - my wszyscy - w trudnej sytuacji, dlatego każdy z nas powinien dołożyć się do wspólnego "miecha". 

Pozdrawiam,
M.

sobota, 19 listopada 2011

Moje Shawshank...

"Czas spędzony w tak niesprzyjających warunkach wyraźnie wskazywał, że powinien odejść. Jego oczy były zamglone, nim pożegnał się z tym światem walczył jeszcze chwilę o choćby jeden, ostatni oddech. Miotał się, by wypełnić swoje najważniejsze zadanie w życiu: przetrwać"

Mam w sobie coraz mniej siły i motywacji do zmiany czegokolwiek. Gdyby nie to, że od czasu do czasu udaje mi się oderwać od tej rzeczywistości i przypomnieć sobie, że jest jeszcze świat poza murami mojego Shawshank, już dawno bym umarł. Trzy lata temu dostałem ofertę pracy w administracji państwowej. W ogólnej atmosferze niebywałego splendoru i poważania, zatrudniłem się w pracy, która miała mi otworzyć szeroko drzwi do kariery. Wszyscy mówili: "powinszować, co za zaszczyt". Z początku czułem się jakbym chwycił Pana Boga za nogi - zmieniłem pracę na lepiej płatną, z większą ilością swobody.

Po trzech latach pracy, stałem się bardzo rozgoryczonym i zdemotywowanym pracownikiem. Nie bez przyczyny wspominam tu o Shawshank - praca w takiej firmie "to codzienna rutyna z odrobiną rutyny", w której jeszcze nie jest się panem nawet cząstki swojego losu. Mam wrażenie, że wypaliłem się zawodowo. 


Ostatnimi czasy przypomniało mi się jak wielkie miałem plany o swojej przyszłości, jak bardzo bogaty pragnąłem być. Miałem plan, by to wszystko osiągnąć legalnie i bez oszustw - swoją własną pracą. Rzeczywistość - zwłaszcza ta obecna - sprawiła, że bardzo mocno uderzyłem o ziemię. Zdałem sobie sprawę z tego jak wiele rzeczy nie zależy wyłącznie ode mnie. Sam z siebie robię wszystko co mogę by mieć lepsze warunki, lepsze życie, może trochę więcej pieniędzy...

W tak ciężkich momentach, kiedy widzę rozbieżność pomiędzy swoimi wielkimi planami, a tym w jakim punkcie tej kariery zawodowej się znajduję, widzę jak bardzo zboczyłem ze swojej jasno obranej "drogi na szczyt". Moja sytuacja przypomina mi, pełną desperacji próbę walki o życie jakiegoś szkodnika, szczura na przykład. Każdy stara się mu za wszelką cenę zaszkodzić. Kiedyś zmierzyłem się z takim szkodnikiem. Jako intruz w moim domu musiał zostać z niego wyrzucony. Tak jak napisałem na początku - "walczył o ostatni, choćby jeden oddech". Po bardzo długiej i zażartej walce spotkał go straszny los - śmierć przez uduszenie. Nie zastanawiałem się nad tym wcześniej, nie byłem specjalnie wstrząśnięty końcem jego bytu. Teraz właśnie uświadomiłem sobie, że w moim życiu realizując postawione przed sobą cele przypominam tego walczącego szczura.

To z jednej strony bolesne, bo nie uważam się za człowieka-szkodnika, pasożyta. Jestem entuzjastą i pozytywnie nastawiony do życia i wyzwań. Mimo to, przy serii wielu niepowodzeń, mam wrażenie że życie mi się wali, że wszystko co zamierzyłem nie wychodzi mi tak, jakbym tego chciał. Z drugiej strony pociesza mnie, że podobnie jak moja ofiara mimo wszystko staram się pomału pokonywać przeszkody pojawiające się po drodze.

Mam tylko nadzieję, że nie jest to jedna z ostatnich przeszkód do pokonania... bo to by znaczyło, że życie się kończy.


poniedziałek, 7 listopada 2011

Czy firma powinna mieć misję?

Witam,

Chęć założenia biznesu zawsze dla mnie wiązała się z koniecznością określenia dwóch istotnych elementów biznesplanu: Misji i celu działalności. Obecnie jestem uczestnikiem szkolenia dotyczącego założenia własnego biznesu - od stworzenia biznesplanu, przez założenie działalności gospodarczej po prowadzenie (zarządzanie) już stworzonym biznesem.

W trakcie rozważań na temat podstawowych składowych biznesplanu, wśród nas-uczestników nawiązała się rozmowa o tym, czy firma powinna mieć misję, czy sprecyzowanie misji w biznesplanie jest konieczne. Główny oponent definiowania misji twierdził, że misją jest robienie pieniędzy - ich zarabianie, nic więcej. O ile same rozważania o sensie określania misji firmy były dla mnie uzasadnione, bo prowadzą do pytań na temat sensu założenia działalności i pomagają doprecyzować zakres prowadzonego w przyszłości biznesu, tak stwierdzenie o celu wyłącznie w bogaceniu się mocno mnie wzburzyło.

Głębiej analizując problem, zacząłem się zastanawiać do czego - z praktycznego punktu widzenia - służy firmie określenie misji? Misja związana jest niejako ze służbą, poczuciem obowiązku, chęci pomocy. Misja, w mojej definicji ma swoje korzenie w chęci zmiany czegoś na lepsze (i już samo to jest misją). W życiu zawodowym ciągle ścieram się z brakiem jakiejkolwiek wizji i ciągłym rozwarstwieniem jeśli chodzi o określenie jasnego powołania i celu do którego powinniśmy dążyć. Ani to nie mamy na celu zarabiać pieniędzy, ani tym bardziej polepszać sytuacji na rynku którym działamy. Dlatego dochodzę do wniosku, że jasno określona misja pozwala nie tylko zdobyć przychylność klientów ale też lepiej motywować pracowników.

Przychylność klientów jest bardzo ważna. Na naszym kursie mówią nam, że nie ma nic trudniejszego niż wymyślony produkt czy usługę wypromować a później sprzedać. Komukolwiek. "W kliencie trzeba wzbudzić potrzebę posiadania danego przedmiotu, kupienia usługi". Trudno - przynajmniej w mojej opinii - jest to zrobić, bez przekonania klienta że dla mnie zyskiem jest przede wszystkim jego zadowolenia (bo dzięki temu może on powrócić do firmy, która o niego dba). Tylko jak to zrobić, jeśli firma nie może się określić, jak jest jej cel nadrzędny? W podobnej sytuacji nie mogę sobie wyobrazić wielkich korporacji bez określonej nadrzędnej misji. Wyobraźmy sobie doradcę klienta Telekomunikacji Polskiej S.A. próbującego sprzedać nowy plan abonamentowy...

Przykład telekomunikacji polskiej nie jest tu przypadkowy. Pracując na linii tp, zarówno w ruchu przychodzącym jak i wychodzącym miałem okazję poznać, do czego prowadzi niewłaściwie zaprezentowana misja firmy. Błędnie lub niejasno określone - już na wstępnym szkoleniu - podejście do klienta może w zasadniczy sposób - zupełnie przeciwnie niż nakazuje to sztuka public relations - nastawić pracownika negatywnie do klienta. Patrząc na swoich starszych kolegów, słuchając rozmów menadżerów może odnieść wrażenie, że w tym wszystkim - całej korporacji - klient nie jest istotny. To szkodnik, który jedynie zakłóca jej pracę. Wielokrotnie spotkałem się z tym, że pracownicy (wszystkich szczebli) byli negatywnie nastawieni do pełnej obsługi klienta. Liczył się cel sprzedaży lub poziom obsługi technicznej. To pominięcie dobra klienta i jego potrzeb (hasło telekomunikacji to Chcemy zrozumieć potrzeby klientów i dostrzec zmieniającą się ich naturę w celu budowania procesów i procedur ich zaspokajania) powoduje, że w pewnym momencie nikt nie myśli już o tym dla kto tak naprawdę jest jego pracodawcą, a jedynie z kim ma podpisaną umowę i w jaki sposób może zgarnąć jeszcze wyższą premię. w ten sposób większość pracowników wypracuje mechanizm: szybsza obsługa (np. staram się obsłużyć jak najwięcej telefonów) = większa premia. To nie prowadzi donikąd.

W Polsce mieliśmy już kilka głośnych przypadków błędnego skracania teorii - przez pominięcie misji firmy. Parę lat temu wielu pracownikom banku Millenium cofnięto decyzje o premiach. Jak się okazało wciskali oni komu tylko się dało karty kredytowe banku - bo od nich były sowite marże i nagrody. Przez to cierpiała opinia o banku wśród klientów - bank był ustawicznym "spamerem". Takie skrótowe myślenie również w Stanach doprowadziło już niejednego menadżera bankowego na skraj nerwicy. Okazało się bowiem, że wielu ich pracowników podejmowało ryzykowne decyzje kredytowe, mimo iż kredytodawcy nie mieli wystarczających zarobków. Wyznacznikiem tej zdolności były rosnące ceny zakupywanych nieruchomości... Jak dobrze wiecie, nie doprowadziło to do niczego dobrego.

Do zobaczenia niedługo...

piątek, 4 listopada 2011

Różnica pomiędzy Polską A i B

Od dawna mówi się o Polsce dwóch prędkości. O podziale na Polskę A i B zaczęło się mówić po jednym z artykułów Tomasza Lisa na temat zrównoważonego rozwoju naszego kraju. Wspomniany podział przypominany jest bardzo często w trakcie wyborów. Regiony bogatsze, położone na zachodzie (województwa dawnego zaboru pruskiego) w większości głosują na Platformę Obywatelską. Województwa wschodnie są w większości za Prawem i Sprawiedliwością.

Z gospodarczego punktu widzenia, wspomniany podział - według mnie już nieaktualny - opierał się na analizie ilości powstających firm oraz strukturze zatrudnienia, ilości rozpoczynających się inwestycji budowlanych. Polska B to także niższe pensje (lub większa ilość godzin pracy za tę samą pensję). Ogólnie wschodnia ściana zawsze ścierała się z problemem walki o większe środki finansowe z budżetu Państwa. Nigdy w Polsce nie został stworzony program inwestycyjno-rozwojowy, który wyprowadziłby tysiące mieszkańców Podlasia, Lubelszczyzny, Warmii z nędzy.

Z wykluczeniem wschodnich regionów naszego kraju walczy Unia Europejska. W ramach projektu Rozwój Polski Wschodniej realizowane są priorytetowe inwestycje w infrastrukturę, edukację, nowoczesne i innowacyjne przedsiębiorstwa. Hasłem przewodnim tego programu jest Przyśpieszenie tempa rozwoju społeczno - gospodarczego Polski Wschodniej w zgodzie z zasadą zrównoważonego rozwoju. W ramach projektów finansowana jest między innymi rozbudowa i modernizacja Politechniki Białostockiej. Z innego programu rozwoju założono w Rzeszowie "Zagłębie lotnicze" działające na terenie strefy ekonomicznej. Jednym słowem Polska wschodnia walczy, by termin Polska B oznaczał jedynie, że jadąc z zachodu na wschód mamy najpierw Mazowsze a dopiero potem - już coraz lepiej rozwinięte - Podlasie. Poziomem życia nie różniącym się w znaczącym stopniu.

To trochę przydługawe wprowadzenie ma wprowadzić do dalszych rozważań - o odwracającej się tendencji. Wiadomym dla mnie od dawna jest, że regiony lepiej rozwinięte ekonomicznie (właśnie "Polska A") mają również zdecydowanie lepiej niż na wschodzie rozwiniętą gałąź usług i konsumpcję. Po prostu - na zachodzie jesteśmy bardziej rozrzutni, bo większy u nas dobrobyt (brzmi to jakbyśmy mieszkali w latach 80-tych w Ameryce :p). Jednak zwiększona konsumpcja tylko pośrednio wywodzi się od wyższych wynagrodzeń. Trzeba pamiętać, że zachodnia Polska ma wyższe koszty życia niż wschód. Patrząc na średnie koszty utrzymania - przede wszystkim ceny żywności i wynajmu mieszkania - mieszkaniec Polski A musi więcej zapłacić za chleb czy mleko. W dodatku wynajem mieszkania jest droższy. Akcja kredytowa na terenach zachodnich jest większa - to naturalne, bo sytuacja ekonomiczna większej części społeczeństwa jest lepsza. Ale czy na pewno?

Niedawno natknąłem się na analizę opóźnień w spłatach zobowiązań mieszkańców Polski w rozbiciu na poszczególne województwa. Wynika z niego - patrz mapka - że właśnie województwa ściany zachodniej mają największe problemy ze spłatą zobowiązań. Zobrazowano na nim dokładniej liczbę klientów podwyższonego ryzyka wszystkich branż - od klientów banków-posiadaczy kredytów konsumpcyjnych, hipotecznych, po płatności zwykłych rachunków za telefon czy śmieci.

Zacząłem głębiej analizować problem i okazało się, że w części województw (zwłaszcza w zachodniopomorskim, gdzie klientów podwyższonego ryzyka jest najwięcej) znacząco w roku 2010 i na początku obecnego zwiększyła się liczba zwolnień w usługach, jednocześnie osłabieniu poddany był sektor budownictwa (zmniejszona liczba wydanych pozwoleń na budowę). Jednym słowem, nietrudno się dziwić rosnącym opóźnieniom, gdy kilka miesięcy wcześniej ktoś stracił pracę. Wniosek z tego jest taki - przynajmniej mój - że pomału zaczyna odwracać się nam sytuacja. Ściana zachodnia pomału zamienia się miejscami z Polską B. Z jednej strony można powiedzieć, że rosnące opóźnienia klientów indywidualnych to efekt zbyt dużych zobowiązań przyjętych w czasie "prosperity" (dobrobytu zatrudnienia), z drugiej odwrotu lub zmniejszenia inwestycji w zachodniej Polsce.

Mówi się obecnie wiele o zrównoważonym rozwoju - mając na uwadze przede wszystkim równomierny rozwój wszystkich gałęzi gospodarki. Jednocześnie nie dbamy o to, by we właściwy sposób rozłożyć inwestycje na terenie całego kraju - tworzymy wiele miejsc/skupisk w których firmy mogą się rozwijać, ale jednocześnie nie jesteśmy w stanie odpowiednio animować i rozwijać innych obszarów. Skaczemy z kwiatka na kwiatek, a przydałoby się by skakać na odpowiednią odległość a przede wszystkim po wszystkich możliwych "rodzajach kwiatów".

Miłego weekendu życzę,
M. 

środa, 2 listopada 2011

Jestem za edukacją ekonomiczną od najmłodszych lat...

Witam,

Pierwsze kroki z ekonomią
Mam przyjemność i możliwość, od czasu do czasu,  obserwować w jaki sposób jedna z najmłodszych osób w mej nowej rodzinie rozwija swoją wiedzę ekonomiczną.

Najczęściej rozmawiamy o ekonomii w czasie krótkich gier w Eurobizness. To moja ulubiona gra z dzieciństwa, dzięki której miło spędzałem kiedyś czas w trakcie wyjazdów na narty lub wakacji na wsi u kuzyna. W dzisiejszych czasach dostarcza mi zdwojonej radości. Przypominam sobie jakże beztroskie życie młodzieńcze - te Cudowne lata, kiedy o pieniądzach myślałem podobnie jak moja konkurentka. Pomijając wspomnienia o dzieciństwie, ważniejsze dla mnie jest, że dzięki temu mogę obserwować jak Kamila rozwija się ekonomicznie i uświadamia co to znaczy ekonomia w życiu codziennym. Ekonomia w skali mikro.

Uwielbiam, kiedy w trakcie gry pojawia się pytanie: "co to znaczy zastaw hipoteczny?" albo "co to jest podatek?". Wyjaśnienie tego, to dla mnie wielka przyjemność. Lubię też dopowiadać do uwag jakie robi Kamila. Na przykład - przy przejściu przez start otrzymuje każdy gracz 400$ premii - i Kamila mówi, że przydałoby się więcej startów. Ja wtedy odpowiedziałem, że "premia za start" w tej grze jest jak pensja w prawdziwym życiu - jest tylko raz na jakiś czas. Gdy widzę zrozumienie takiego porównania na jej twarzy to napawam się prawdziwą dumą.

Ze zdumieniem odkrywam, że wielu moim rozczarowaniom w dorosłym życiu winny jest brak edukacji ekonomicznej we wczesnych latach młodzieńczych. Widzę, że popełniałem takie same błędy w rozumowaniu jak Kamila. Też wiele rzeczy chciałem i wręcz wymuszałem na rodzicach (lub babci) ich otrzymanie. Nie obchodziło mnie jakim obciążeniem dla rodziców jest zakup takiego czy innego prezentu. Być może z tego również brał się  mój brak szacunku do ich pieniędzy - po prostu wszystko traktowałem jako mi coś należnego.

Myślę, że gdyby ktoś od małego wpajał mi, że nic nie można kupić sobie bez uszczypnięcia z pieniędzy na inny cel, byłbym bardziej przekonany do słów rodziców, że ich nie stać. Stąd już od dawna uważam - i jestem tego głośnym orędownikiem, że powinniśmy od najmłodszych lat uczyć dzieci podstaw ekonomii. Pokazywać im, żeby umieli rozróżniać "przejście przez start" od zarobku na inwestycjach. Żeby umieli szukać sobie dobrych okazji do zarabiania w sposób bardziej pasywny, bardziej opłacalny - np. tak jak uczy tego eurobiznes poprzez inwestycje w ziemię, infrastrukturę czy nowe technologie.

Obyśmy jak najszybciej usłyszeli o takich zmianach. Pozdrawiam :)