W trakcie swojego expose Premier Donald Tusk ogłosił kilka ważnych zmian, z których niedawno jedna stała się faktem. Mowa oczywiście o wydłużeniu i zrównaniu wieku emerytalnego do 67lat dla kobiet i mężczyzn. Już długo przed ogłoszeniem planu zmian, podniosło się bardzo dużo głosów przeciw. Sprzeciw padał z wielu stron, każda podnosiła inny argument. Dziś postaram się Wam przybliżyć moje stanowisko na temat tylko części z nich.
na początek: rząd chce nas wykończyć
Mój znajomy - i to nie jest odosobnione zdanie - powiedział, że rząd chce
nas wszystkich wymordować poprzez zmuszenie do dłuższej pracy. W jego
opinii dzięki temu będzie mógł zaoszczędzić na wypłacanych emeryturach. Dzięki temu nie będzie musiał dokładać ciągle do systemu. Ta myśl jest hasłem przewodnim dla kampanii NSZZ Solidarność, będącej oczywiście przeciwko wydłużeniu wieku emerytalnego. W telewizji ukazały się spoty (patrz obok), mówiące o tym, jak będzie wyglądał ten emeryt.
Wydłużenie wieku emerytalnego - jako metoda oszczędzania na obywatelach przez ich fizyczne wykończenie - może wydawać się rozsądną motywacją. Idąc tym tropem można przypuszczać, że rząd w niedługim czasie zniesie nakaz zapinania pasów bezpieczeństwa - dzięki czemułatwiej będzie ludziom ginąć. Dodatkową zaletą jest to, że przy okazji mniej pieniędzy będziemy mogli przekazywać na rzecz ratowania ofiar wypadków. Równie niedorzeczne według mnie jest myśleć, że zgromadzone przez nas pieniądze będą dysponowane przez Państwo (w części dysponowanej przez ZUS), oraz przez wielkie zagraniczne korporacje - w części pochodzącej z OFE. O ile części pochodzącej z ZUS jest to prawda, bo składki zgromadzone przez nas przepadną na rzecz innych (to zaszłość poprzedniego systemu emerytalnego), tak w przypadku OFE podlegają one dziedziczeniu.
więcej starszych pracujących to większe bezrobocie wśród młodych
tu mówię stanowczo - to bzdura. Część osób wychodzi z założenia, że obecny system szybciej zwalnia miejsca dla młodych, niejako tworzy nowe miejsca pracy. To kompletne pomieszanie i jakiś skrót myślowy, bo w obecnym systemie emerytalnym, gdzie średnia wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę to ok. 57-60lat, ten problem w cale nie jest mniejszy. Obowiązuje u nas zasada - być może nie pisana - że ludzi w wieku przed emerytalnym się nie zwalnia, pozwala im dożyć do emerytury.
Obecny system, w mojej opinii, za wcześnie wypuszcza doświadczonych ludzi z zakładów pracy. Nie ma u nas "prawdziwego mecenatu" nad młodymi pracownikami. Dlatego w większości sytuacji uczą się (w małych firmach) na swoich błędach, generując tym samym większe koszty po stronie pracodawców. W korporacjach ten mecenat istnieje, ale jest bardzo zakłamany. Często jest tak, że ten doświadczony ma też przed sobą jeszcze kilka stopni na drabince kariery... Więc wcale nie musi zdradzać wszystkiego czego się nauczył.
Nie mówię, by starsi byli zatrudnieni cały czas na jednym stanowisku, np. kierowniczym. Bardziej chodzi o to, by stanowili głos doradczy dla "młodych wilków", by potrafili obejść się i odnaleźć w korporacyjnej lub firmowej rzeczywistości. Ten schemat można często zobaczyć na filmach wojennych, marynistycznych - mamy młodego kapitana, ale zaraz pod nim jest ten bardziej doświadczony - bosman mentor.
czemu nie zmniejszyć wieku emerytalnego?
Jeszcze na długo przed wprowadzeniem w życie planu wydłużenia wieku emerytalnego, na portalu talktochange.com, zadałem pytanie - w jakim wieku chciałbyś przejść na emeryturę. Muszę przyznać, że wyniki dosyć mocno mnie zaskoczyły. Mimo małej grupy respondentów (ok. 300) uważam, że możemy traktować ich liczbę za reprezentatywną. Znaczna liczba odpowiedzi była za wiekiem 50-60 lat (50%), kolejna grupa opowiedziała się za wiekiem 40-50lat (19%!).
Wynika z tego, że większość z nas chce być emerytami w okresie "kryzysu wieku średniego". W połączeniu z kolejną ankietą (obecnie trwa zbieranie głosów), wyniki skłaniają mnie do wniosku, że nie tylko ja jestem idealistą-marzycielem. Wszyscy moi respondenci chcieliby pracować do 50 roku życia, a na emeryturze dostawać powyżej 3500zł netto. Przekładając to teoretyczną długość życia (do śmierci, czyli 67roku) daje nam to:
17lat * 3500zł *12 miesięcy w roku = 714 000 zł netto.
Kapitał, przy założeniu, że opłacać będziemy tylko składki ZUS - zdrowotne, wyniesie ok. 800 000 złotych. Przy rozłożeniu na 30 lat pracy (zakładam, że zaczynamy pracować na studiach, w pełnym wymiarze godzin), składka emerytalna roczna powinna wynieść: 26650 zł, czyli miesięcznie powinniśmy oszczędzać na emeryturę 2220złotych. Biorąc pod uwagę, że obecna obowiązkowa składka wynosi 18% pensji, to powinniśmy zarabiać... 1,2mln zł miesięcznie - już od 20 roku życia. Nic tylko brać tę łopatę do ręki i kopać rowy za 7708zł/h! Tyle nie zarabiają nawet prezesi korporacji.
dajmy ludziom wybrać wiek przejścia na emeryturę
- czyli wybierzmy system "amerykański" - który tak naprawdę zmusza wielu obywateli tego pięknego kraju do pracy "aż do śmierci". Czemu? Bo system emerytalny w Stanach Zjednoczonych jest dobrowolny. Ktoś, kto nie myśli o swojej przyszłości - a tak jest też u nas - nie będzie miał wyjścia - będzie pracował do końca swoich dni, lub po przejściu na emeryturę też będzie musiał pracować, bo tej z funduszy nie będzie za wiele. Koło się więc zamyka...
W następnej części, dokończę kilka brakujących kwestii - stanowisk przeciwników wydłużenia wieku emerytalnego.
Zastanawiam sie czasami, chcac zalozyc wlasna firme, jak mam zorganizowac swoj zaklad pracy. Moja konsternacja bierze sie z obecnego doswiadczenia - chwilami po prostu zaczyna mi brakowac rak do pracy, albo nie starcza dla mnie godzin w dobie. Do tej chwili radze sobie raczej dobrze, choc musze przyznac, ze wynika to chyba bardziej z tego ze jeszcze nie spotkalem sie z kims, kto by zajmowal sie (tylko i wylacznie) tym samym zakresem działalnosci. Trudno jest ją wogóle skategoryzowac wedle standardów PKD2007, więc to pewna, jeszcze wedlug mnie niedookreslona nisza.
Z jednej strony to bardzo dobrze - mam pełne pole do popisu. Powinienem się cieszyć, bo to oznacza mniejszą konkurencję, wiec to ja tak naprawdę wyznaczam standardy. Jednak to mnie martwi, bo z tego wynika, że może to być po prostu mało opłacalna robota... Więc każda inwestycja niesie w sobie spore ryzyko.
Właśnie to jest najbardziej w tym męczące: nie mam pewności czy to wogóle wypali. Dlatego zapytałem praktyków - jak to było w ich przypadku. W dwóch rozpatrywanych przypadkach każdy z nich odniósł sukces - ma stabilną, ugruntowaną na rynku pozycję. Jednocześnie, w trakcie rozmowy każdy z nich mi powiedział, że na rynku ich pracy ludzie się po prostu nieszanują - biorą zlecenia żeby tylko coś robić, oszukują lub naciągają klientów. Po prostu brutalna walka.
Na pytanie o początki, obydwaj odpowiedzieli mi jednakowo: początki były dramatycznie trudne. Ciężkie. Jednak koniec końców to dzięki nim tak dobrze przygotowali sie na folowanie gospodarki. Nauczyłem się mocniej zaciskać i zęby i pośladki.
I chyba to byloby podsumowanie moich rozwazan: warto choćby próbować sie rozwijać, gdyby mi coś nie poszło, sprzęt zawsze moge sprzedać, a jak nie to oddac konkurencji (tez sprzedac). Najważniejsze dla mnie to spróbować. Organizować pracę muszę sobie sam, bo jak na razie - po głębszym zastanowieniu - po prostu jest to dla mnie nieopłacalne...