Zastanawiam sie czasami, chcac zalozyc wlasna firme, jak mam zorganizowac swoj zaklad pracy. Moja konsternacja bierze sie z obecnego doswiadczenia - chwilami po prostu zaczyna mi brakowac rak do pracy, albo nie starcza dla mnie godzin w dobie. Do tej chwili radze sobie raczej dobrze, choc musze przyznac, ze wynika to chyba bardziej z tego ze jeszcze nie spotkalem sie z kims, kto by zajmowal sie (tylko i wylacznie) tym samym zakresem działalnosci. Trudno jest ją wogóle skategoryzowac wedle standardów PKD2007, więc to pewna, jeszcze wedlug mnie niedookreslona nisza.
Z jednej strony to bardzo dobrze - mam pełne pole do popisu. Powinienem się cieszyć, bo to oznacza mniejszą konkurencję, wiec to ja tak naprawdę wyznaczam standardy. Jednak to mnie martwi, bo z tego wynika, że może to być po prostu mało opłacalna robota... Więc każda inwestycja niesie w sobie spore ryzyko.
Właśnie to jest najbardziej w tym męczące: nie mam pewności czy to wogóle wypali. Dlatego zapytałem praktyków - jak to było w ich przypadku. W dwóch rozpatrywanych przypadkach każdy z nich odniósł sukces - ma stabilną, ugruntowaną na rynku pozycję. Jednocześnie, w trakcie rozmowy każdy z nich mi powiedział, że na rynku ich pracy ludzie się po prostu nieszanują - biorą zlecenia żeby tylko coś robić, oszukują lub naciągają klientów. Po prostu brutalna walka.
Na pytanie o początki, obydwaj odpowiedzieli mi jednakowo: początki były dramatycznie trudne. Ciężkie. Jednak koniec końców to dzięki nim tak dobrze przygotowali sie na folowanie gospodarki. Nauczyłem się mocniej zaciskać i zęby i pośladki.
I chyba to byloby podsumowanie moich rozwazan: warto choćby próbować sie rozwijać, gdyby mi coś nie poszło, sprzęt zawsze moge sprzedać, a jak nie to oddac konkurencji (tez sprzedac). Najważniejsze dla mnie to spróbować. Organizować pracę muszę sobie sam, bo jak na razie - po głębszym zastanowieniu - po prostu jest to dla mnie nieopłacalne...
Do uslyszenia niebawem,
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz